🇫🇷 Francja i 🇮🇹 Włochy 2026 – Dzień 3 – Kierunek Lyon a po drodze baśniowe Colmar i… Statua Wolności? 🇫🇷🚙☀️🇫🇷 ⛪️

Co to był za dzień! Intensywny, pełen kontrastów, niesamowitych widoków i… litrów wylanego potu, bo pogoda nas dzisiaj absolutnie nie oszczędzała. Cel na dziś był jasny: dojechać do Lyonu. Ale przecież nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy po drodze nie skręcili w kilka ciekawych miejsc 😁

Równo o 9:30 spakowaliśmy manatki, opuściliśmy hotel i ruszyliśmy w drogę. Plan na pierwsze pół dnia? Urokliwe Colmar!

Po około godzinie jazdy po niemal pustej drodze, złapaliśmy się na tym, że po prostu milczymy, gapiąc się przez szyby. Krajobraz za oknem zaczął się zmieniać jak w kalejdoskopie. Po prawej stronie dumnie majaczyły pasma Wogezów, a u ich podnóża ciągnęły się nieskończone, jaskrawożółte pola słoneczników. Coś pięknego!


Gdy dojeżdżaliśmy do Colmar, na środku ronda przywitała nas… Statua Wolności. Nie, nawigacja nas nie oszukała i nie wylądowaliśmy w Stanach. Skąd ona się tam wzięła? Okazuje się, że to właśnie w Colmar w 1834 roku urodził się Frédéric Auguste Bartholdi – rzeźbiarz, który zaprojektował tę najsłynniejszą nowojorską statuę! Miasto w ten sposób składa hołd swojemu najsłynniejszemu artyście.

Samą replikę postawiono w 2004 roku, w setną rocznicę śmierci rzeźbiarza. Fajny, zaskakujący akcent na dzień dobry!

Dwa słowa o samym mieście. Colmar to stolica departamentu Górny Ren w Alzacji. Miasto ma niesamowicie bogatą, burzliwą historię – przez wieki przechodziło z rąk do rąk między Francją a Niemcami, co widać na każdym kroku w architekturze, języku i… kuchni. Dziś słynie przede wszystkim z genialnie zachowanej starówki, produkcji świetnego wina (Alzacki Szlak Winny) i niepowtarzalnego, bajkowego klimatu.

Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy w miasto. Od razu powiem jedno – było potwornie gorąco ☀️☀️☀️. Słońce prażyło bez litości, ale urok miasta skutecznie odciągał nasze myśli od temperatury.

Gdy tylko przekroczyliśmy granicę starego miasta, poczuliśmy się, jakbyśmy nagle teleportowali się prosto do wnętrza jakiejś baśni Disneya albo filmu fantasy. Klimat tego miejsca jest po prostu nie do podrobienia!

Wąskie, brukowane uliczki wiją się między starymi, kilkusetletnimi domami z muru pruskiego. Te budynki to prawdziwe dzieła sztuki – pomalowane na pastelowe odcienie błękitu, różu, zieleni i żółci, z krzywymi, drewnianymi belkami, które pamiętają pewnie jeszcze czasy średniowiecza. Coś niesamowitego!

Ale to, co naprawdę robi robotę i tworzy ten unikalny klimat, to detale:

Szybko zauważyliśmy, że motywem przewodnim, który prześladuje nas na każdym kroku, są… bociany. Te ptaki są symbolem całej Alzacji, a w Colmar spotkacie je absolutnie wszędzie. Ich figury zdobią dachy domów, wizerunki pysznią się na szyldach, a sklepy z pamiątkami uginają się od bocianich pluszaków, ceramiki i magnesów. Podobno przynoszą szczęście – nam na pewno przyniosły masę uśmiechu!


Podczas spaceru nie potrafiliśmy sobie odmówić lokalnych przyjemności. Kupiliśmy tradycyjne, alzackie pierniczki na pamiątkę (i na ząb), oraz skosztowaliśmy niesamowitych, intensywnych lokalnych serów. Alzacja smakuje wybornie!

Ciekawy był także Dom Głów (Maison des Têtes). Niezwykły renesansowy budynek, którego fasadę zdobi aż 106 rzeźbionych głów i masek. Robi wrażenie!


Tak przemierzając te urokliwe uliczki doszliśmy do Małej Wenecji (La Petite Venise). To absolutny hit. Malownicze, kolorowe domy z muru pruskiego stojące tuż nad brzegiem rzeki Lauch. Wygląda to obłędnie, choć turystów było co niemiara.

Na koniec – Hala Targowa (Marché Couvert): Idealne miejsce na ucieczkę przed słońcem ale większość stoisk była dziś w niedzielę zamknięta.

Po intensywnym zwiedzaniu i wciśnięciu w siebie kolejnych litrów wody, chłodzimy się troszkę w miejskiej fontannie, wsiadamy do klimatyzowanego auta i kierujemy się już bezpośrednio na Lyon.

Ta część podróży była, delikatnie mówiąc, mało ekscytująca. Kilometry dłużyły się niemiłosiernie, a i zmęczenie dawało już o sobie znać, więc może to i dobrze, że nic nas nie rozpraszało. Jedyną rozrywką w tej ponad 300km trasie były punkty poboru opłat autostradowych. We Francji, podobnie jak we Włoszech, na wjeździe bierzemy bilecik a płacimy na końcu naszej trasy. Nasza droga kosztowała nas ponad 40€.

Ostatecznie, równo o 16:00, zameldowaliśmy się w hotelu Spark w Lyonie. Plan wykonany w 100%! Teraz chwila odpoczynku i próba naprawy strony zurkiontour.pl, gdyż od rana nie moge się zalogować. Jeżeli czytacie ten wpis to znaczy, że moje działania w tym zakresie odniosły sukces.

Trzymajcie także kciuki za jutrzejsze zwiedzanie, a tymczasem – do zobaczenia w kolejnym wpisie! 🥂

A jak Wam mija weekend? Byliście kiedyś w Colmar? Dajcie znać w komentarzach!

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.