🇫🇷 Francja i 🇮🇹 Włochy 2026 – Dzień 6 – Kierunek Lazurowe Wybrzeże 🪻 🇫🇷🇲🇨🏞️🚙☀️
Kolejny dzień naszej przygody! Dziś pobudka była bezlitosna – dzień zaczął się dla nas już o 7:00. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku wybrzeża z celem końcowym w Monte Carlo. No ale tak prosto do celu? To zupełnie nie w naszym stylu!
Wpierw obraliśmy kierunek bardziej południowo-wschodni i ruszyliśmy w stronę francuskiej stolicy lawendy – Valensole. Tyle fioletowych pól tośmy w życiu jeszcze nie widzieli! Valensole leży na płaskowyżu o tej samej nazwie i jest sercem prowansalskiego przemysłu lawendowego. Region ten odpowiada za ogromną część światowej produkcji lawendy i lawandyny (jej bardziej wydajnej odmiany). Uprawa ta ma tu gigantyczne znaczenie: olejek lawendowy, nazywany „niebieskim złotem Prowansji”, zasila światowy przemysł perfumeryjny (zwłaszcza w pobliskim Grasse), kosmetyczny, a nawet farmaceutyczny. Dla całego regionu to napęd nie tylko rolniczy, ale i turystyczny. Oczywiście nie obeszło się bez obowiązkowych przystanków i „lawendowych” zdjęć. Cudowny zapach dosłownie zabieramy ze sobą w pamięci (i na ubraniach!).









Dalej, wciąż na południowy wschód, jechaliśmy w kierunku jednej z największych atrakcji południowej Francji – Wąwozu Verdon.









To jeden z najgłębszych i najwspanialszych przełomów rzecznych w Europie, osiągający miejscami głębokość nawet 700 metrów! Postanowiliśmy pojechać drogą północną (Route des Crêtes oraz drogą D952), która słynie z najbardziej spektakularnych punktów widokowych. Zatrzymaliśmy się w miejscach „must see”, takich jak Point Sublime, skąd roztacza się zapierający dech w piersiach widok na wejście do wąwozu i pionowe ściany skalne, a także przy punkcie Belvédère de Trescaïre. Turkusowy, niemal nierealny kolor rzeki Verdon na dnie przepaści po prostu zwala z nóg!





















Z Verdon kierowaliśmy się na południe, przecinając Alpy Nadmorskie (Alpes-Maritimes). Ten region to niesamowity kontrast – to tutaj Alpy dosłownie „wpadają” do Morza Śródziemnego. Ciekawostką jest, że ze względu na specyficzne ukształtowanie terenu i bliskość morza, panuje tu unikalny mikroklimat, a w zimie można rano jeździć na nartach w tutejszych kurortach, a po południu pić kawę na ciepłym wybrzeżu. Droga przez góry była pusta, ale niezwykle ciężka ze względu na liczne, ostre serpentyny i niekończące się zakręty. Kierowca musiał się mocno napracować!



W czasie tego górskiego odcinka naszej trasy podjęliśmy spontaniczną decyzję: mamy wystarczająco dużo czasu, aby zajrzeć na chwilę do Cannes. Zatrzymaliśmy się tam tylko na godzinkę, ale plan wykonaliśmy w stu procentach. Przeszliśmy się słynnym nadmorskim pasażem „de la Croisette” w cieniu palm, zrobiliśmy obowiązkowe zdjęcia na czerwonym dywanie pod „Palais des Festivals et des Congrès”, gdzie co roku odbywa się słynny festiwal filmowy, oraz zobaczyliśmy główną, piaszczystą plażę.











Po godzinie uderzyliśmy dalej w kierunku Monako. I tu skończyła się sielanka. Autostrada A8 była potwornie zapchana, a nawigacja co chwilę zmieniała nam sugestie najlepszej trasy. W końcu podjęliśmy męską decyzję i zjechaliśmy z A8 w Nicei, aby bocznymi drogami przebijać się w stronę celu. To była znowu bardzo trudna, kręta i stroma droga, ale w końcu całkowicie lokalnymi trasami dotarliśmy do celu.



Warto tu na chwilę wyjaśnić geograficzno-polityczną zawiłość: czym jest Monako, a czym Monte Carlo? Otóż Monako to nazwa całego niepodległego państwa (Księstwa Monako), drugiego najmniejszego kraju na świecie. Z kolei Monte Carlo to nie osobne państwo czy miasto, a po prostu jedna z dzielnic (okręgów) Monako, ta najbardziej luksusowa, znana z kasyna, ekskluzywnych hoteli i wyścigów Formuły 1.






Korki w księstwie są niesamowite, a drogi niewyobrażalnie wąskie. Dojechaliśmy do naszego hotelu o 17:00 i po szybkim odświeżeniu ruszyliśmy „w miasto”. Celem na dziś było przejście pieszo trasą słynnego wyścigu F1. Najbliżej z hotelu mieliśmy do legendarnego zakrętu o 360 stopni przy hotelu Fairmont – to słynny Fairmont Hairpin, uważany za najwolniejszy, ale i najbardziej wymagający zakręt w całym kalendarzu F1.



Dalej poszliśmy pod słynne Kasyno. Ilość ultradrogich, luksusowych samochodów zaparkowanych przed nim oraz w okolicach robi potężne wrażenie – Ferrari, Lamborghini i Rolls-Royce’y stoją tu jak zwykłe auta pod supermarketem. Ilość butików z luksusowymi dobrami i biżuterią również przyprawia o zawrót głowy.




Niestety, w tym samym czasie nad Monte Carlo nadciągnęła ogromna, czarna burza. Kiedy dochodziliśmy do wjazdu do słynnego tunelu, bolidy F1 (czyli my na piechotę) wjeżdżały w niego już w strugach deszczu. Wyszliśmy z tunelu mając już parasole w rękach. Deszcz nie ustawał, a wręcz przeciwnie – zamienił się w prawdziwą ulewę.






Kiedy doszliśmy do portu jachtowego (Port Hercule), musieliśmy dać za wygraną. Ulewa była tak ogromna, że zrezygnowaliśmy z dalszego zwiedzania toru i postanowiliśmy ewakuować się w stronę hotelu.



W porcie jachtowym naszą uwagę przykuły tymczasowe, eleganckie namioty z końmi. Szybko sprawdziliśmy, o co chodzi! Okazuje się, że w dniach 2–4 lipca odbywają się tu prestiżowe zawody jeździeckie „Jumping International de Monte-Carlo”, będące częścią elitarnego cyklu „Longines Global Champions Tour”, czyli takie F1 z końmi. To niesamowite widowisko, gdzie na specjalnie usypanym piasku nad samym brzegiem morza, w otoczeniu luksusowych jachtów, rywalizują najlepsi jeźdźcy świata. Zobaczymy, czy starczy nam czasu, żeby jutro tam podejść i rzucić okiem na te piękne wierzchowce.
Przemoczeni, ale pełni wrażeń wróciliśmy w okolice hotelu na kolację. Wybraliśmy wspaniałe tapasy w hali targowej „Marché Gustave Eiffel”. Co ciekawe, tutejsza konstrukcja i styl architektoniczny – ze słynnymi metalowymi elementami – faktycznie nawiązują do epoki i stylu, z którego zasłynął Gustave Eiffel, a sama hala z racji swojej metalowo-szklanej konstrukcji z końca XIX wieku bywa potocznie kojarzona z jego dziedzictwem inżynieryjnym w tutejszym regionie (Eiffel projektował w Monako m.in. konstrukcje dla tutejszych luksusowych hoteli).



Jutro kończymy zwiedzanie Monako i obieramy kierunek na wschód – witajcie Włochy!