Tajlandia 2017 – Dzień 1 – Chiang Mai

Gdy rozstawaliśmy się wczoraj byliśmy jeszcze na lotnisku w Male. Dzisiaj witamy wszystkich ze stolicy północnej Tajlandii – Chiang Mai. Podróż była długa ale odbyła sie bez żadnych problemów. Wpierw 4,5h lotu do Kuala Lumpur. Samolot A320 linii Air Asia zapelniony praktycznie do ostatniego miejsca. 



W Kuala Lumpur mamy 2,5h do następnego samolotu właśnie do Chiang Mai. Coś tam jemy, coś tam pijemy. Zmęczenie już daje sie we znaki. Lotnisko o 4-tej nad ranem prawie puste. 


Samolot podstawiony planowo i już po 2,5h lotu lądujemy w Chiang Mai. Jest 8:30 czasu lokalnego. Wita nas nowy król !!! Taksówkarzy ofiarujących swoje usługi na pęczki. Po 20 minutach dojeżdżamy do naszego hotelu „99 The Gallery Hotel”. Jesteśmy w ścisłym centrum starszej części miasta. Niestety jesteśmy za wcześnie i nasze pokoje nie są jeszcze przygotowane. 


Idziemy na krótki spacerek i po pewnym czasie łapiemy tuk-tuka i jedziemy jakieś 3 km na zachód do kościoła . Jest w Chiang Mai katedra nawet i w niedziele o 11:00 jest masza po angielsku. Jesteśmy 25 minut przed czasem. Do kościoła tuk-tukiem to pierwszy raz 🙂


Czekając na mszę obchodzimy katedrę. Oprócz jej budynku jest też przylegający do nie spory teren na którym znajduje sie katolicka szkoła, przedzszkole chyba, jakaś ochronka. 


W mszy uczestniczy sporo białych. W większości seniorów. W tych okolicach mieszka sporo Europejczyków, którzy wybrali to miejsce aby odpoczywać tu na emeryturze. Temperatura idealna ( jest trochę chłodniej niż w Bangkoku czy na południu Tajlandii ), wysoka wilgotność tak nie doskwiera, ceny sa przyjazne. Sa to przeważnie panowie. 

Podczas mszy, na uwagę zasługuje zespół wokalny, który pięknie gra i śpiewa.


Wracamy tym samym tuktukiem do hotelu ( zamówiony to przyjechał na czas :-)). Nasze pokoje są juz gotowe. Odpoczywamy do 17:00. W recepcji dowiadujemy się, że na sąsiedniej ulicy w niedziele organizowany jest „Sunday Market” i właśnie towarzystwo sie rozkłada. Wiele nie trzeba było mówić – ulica jest długa na kilometr i cały ten dystans jest zastawiony kram przy kramie przez sprzedawców oferujących różnorakie wyroby rękodzieła. Jest oczywiście trochę chińszczyzny ale co nas przyciąga – jest sporo stanowisk street foodowych. Przemierzamy metr po metrze kosztując to tu, to tu 🙂


Tak dziewczyny sie nachodziły, że gdy tylko zobaczyły stanowisko z tajskim masażem, zapragnęły masażu nóg i stóp ( aby na jutro nóżki były sprawne 🙂 ). Pół godziny dopieszczania stópek robią swoje – humory dopisują mimo całodniowego zmęczenia.


Wracamy do hotelu i idziemy spać. Jutro wstajemy bardzo wcześnie bo o 6:00. O 6:30 śniadanie a o 7:00 wyjeżdżamy na wycieczkę do Chiang Rai i na granice z Birmą i Laosem. Ale o tym już przeczytacie już jutro 🙂 Zapraszamy !!!

Facebooktwittergoogle_plus

rssyoutubeinstagrammail

2 komentarze

  • mirka

    Pamietam jak byłam na tym markecie w Chiang Mai i chciałam tam zjeść wszystko!!!! Ale to pewnie dlatego że to był mój pierwszy raz w Azji. Jak tu nie lubić Tajlandii?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.