Tajlandia 2016 – Dzień 2 – droga do Ao Nang

Po obficie zakrapianym powitaniu nowego roku wsiadamy do A380 który zawiezie nas do Bangkoku. Samolot miał wystartować o 3:00 ale coś tam tłumaczyli, że czekamy na kogoś i w sumie odlecieliśmy o 4:00. Nie sprawiało nam to większej różnicy bo tak jak tylko zasiedliśmy w fotelach to kimono. Mnie obudziły turbulencje nad Indiami po 2,5h lotu i już nie zasnąłem. Zaraz potem zaserwowano śniadanie i wszyscy sie pobudzili.


Po 6 godzinach lotu, coś koło 12:00 lokalnego czasu tajskiego, lądujemy w Bangkoku na lotnisku Suvanabhumi (BKK).


Po kontroli emigracyjnej odbieramy nasze walizki i zgodnie z planem przejeżdżamy na drugie lotnisko w Bangkoku czyli Don Muang ( DMK ). Z tego lotniska będziemy lecieć do Krabi liniami Air Asia. Trasę pomiędzy lotniskami pokonujemy z pomocą specjalnego autobusu który łączy oba lotniska i jest bezpłatny. Jedyna, zreszta bardzo śmieszna sprawa związana z tym autobusem to fakt, że przybili na śmieszne pieczątki na rękach ktore niby były biletami, haha.


Na tym drugim lotnisku mamy 3 godziny czasu wiec Zuzia funduje sobie sesję zdjęciową a my zaliczamy pierwsze zupy Tom Yum 🙂




No tak, widać że brakuje jej śniegu 🙂

Samo lotnisko jest dość duże i pomimo faktu, że operują z niego w większości linie lowcostowe to przerób tu maja spory. Doczytałem, że w zeszłym roku przewinęło sie przez ten port blisko 30 mln pasażerów czyli jakieś 3 razy więcej niż na Okęciu.



Zbliża sie czas naszego boardingu to i my punktualnie meldujemy sie przy bramce.



Lot trwa 1h i planowo lądujemy w Krabi. To małe lotnisko a turystów sporo, tłok. Mamy stąd jakieś 17 km do naszego hotelu w Ao Nang. Wychodzimy przed terminal aby złapać taksówkę ale jakoś ich nie widać i z grupą Włochów kupujemy bilety na specjalny autobus który zabiera kilkanaście osób i odwozi do hoteli po kolei. I to był nasz błąd ! Pomimo zapewnienia przez pilotkę, że wie gdzie jest Wanna Dream Villas to w sumie wyszło, że ani kierowca ani ona nie wiedzą gdzie to jest !

Całe szczęście, że Asia zdopingowała mnie do zainteresowania sie kiedy dojedziemy swoim typowym – “… idźże sie spytaj bo ciemno to widzę” ( ciemno już było także 🙂 ) – to i podszedłem do kierowcy a ten że pierwszy raz o takim ośrodku słyszy ! No super ! Dzwoni jednak podczas jazdy do ośrodka i przytakuje mi że ” OK mister , do not worry “. No to siadam. Za jakiś czas krzyczy przez cały autobus bliżej nie zrozumiałą nazwę hotelu i wszyscy pasażerowie w konsternacji – o czyj hotel chodzi, pod który hotel podjechaliśmy bo w okolicy żadnego hotelu nie widać :). Okazuje sie, że wola nas !!! Ale tu jest skrzyżowanie tylko i sklep 7/11. Uparcie twierdzi jednak ze mamy wysiąść – na odchodne dopowiada, że ktoś z naszego ośrodka po nas zaraz przyjedzie !!! Konsternacją, ale to Tajlandia – zaraz  ( nie czekaliśmy ani minuty )  przyjeżdża tuk-tuk z ośrodka i zabiera nas do Wanna Dream Villas. A tak wyglądał ten rzeczony autobusik 🙂


Szybciutko meldujemy sie i ten sam tuk-tuk zawozi nas do naszego bungalowu. Jest fajny, niczego mu nie brakuje (lodówka obficie zaopatrzona 🙂 ) . Dla dziewcząt najważniejszy jest fakt, że prosto od nas wychodzi sie do basenu ( Aga chwali także dobre WiFi ). Mimo, że już prawie 22:00 lokalnego czasu to Zuzia zaraz wskakuje do basenu 🙂 temperatura powietrza o tej godzinie to 28C, temparatura wody podobna.



No dzień był ekstremalnie męczący plus jeszcze 6h różnicy czasowej powodują, że padamy już z nóg chociaż w Polsce dopiero przed 18 tą.

Jutro dalsza nasza relacja 🙂 Zapraszamy !

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

2 komentarze

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.