Malezja 2015 – Dzień 9 – Island Hooping

Pełni nadziei, że w końcu przyjdzie lepsza aura poszliśmy wczoraj spać. Rano już nie pada ale Asia mówi , że w nocy była burza. Niebo wygada obiecująco i liczymy, że nasza wycieczka na trzy wyspy się uda. Punktualnie o 9:00 zabiera nas sprzed hotelu busik i zawozi do niewielkiej przystani z szybkimi, kilkunastoosobowymi łódkami. Czekamy jeszcze chwile na innych uczestników dzisiejszych rejsów i o 9:30 wypływamy w towarzystwie dwóch rodzin z Chin i ojca z synem z Singapuru.

  
  

Łódź jest naprawdę szybka i po kilkunastu minutach dopływamy do pierwszej wyspy z przepiękną plażą. Mamy tu 60 minut aby się pokąpać, porobić zdjęcia czy pozbierać muszelki ( to Zuzi zajęcie :-). Ziarna piasku na plaży są tak niewielkich rozmiarów, że ma się wrażenie, że się chodzi po mące 🙂 naprawdę takiego piasku jeszcze nigdzie nie widziałem.

  
  
  
 

Po godzinie wsiadamy do naszej łódeczki i płyniemy na inna wyspę oglądać orły i lasy mangrowe lub jak kto woli namorzynowe. Podróż trwa ok. 20 minut. Po dotarciu do zatoki na tej wyspie, nasz kapitan wysypuje z burtę pokrojone mięso i odpływa. W jednej chwili pojawia się kilkadziesiąt orłów, które pikując z góry, swoimi szponami łapią te kawałki mięsa i odlatują na pobliskie drzewa. To swego rodzaju karmienie trwa kilka minut.

  
  
W niedalekiej odległości od orłów znajdują się lasy namorzynowe czyli drzewa które przystosowały się do życia i wzrostu w morskiej, słonej wodzie. Wygląda to naprawdę ciekawie – las wyrastający z morza.
  

 

Płyniemy dalej na następną wyspę. Tu wysiadamy i wchodzimy do rezerwatu (za opłatą o której nikt wcześniej nie wspominał 🙂 tutaj wspinamy się po schodach, może ze stu, aby dostać się do dość sporego, słodkowodnego jeziora po którym można popływać kajakiem czy rowerem wodnym lub po prostu wykapać się.

 
 

Po wcześniejszej kąpieli w słonym morzu, w wodzie z milionami drobin piasku, takie “przepłukanie się” w słodkiej wodzie jest zbawieniem bo piasek dostaje się wszędzie 🙂 Woda jest także przyjemnie chłodna, wiec schładza cały, rozgrzany organizm. Po godzinie tych jeziorowych przyjemności, wracamy do łódek i kierujemy się do portu. Cała impreza trwa ponad 3,5 godziny i jest warta swojej ceny (ok. 37 PLN na dorosłego i 26 za dziecko ). Jedna uwaga tylko. Nie może padać deszcz bo wtedy cały urok tych miejsc które dziś odwiedziliśmy zatraca się na pewno.

 
Po powrocie do hotelu idziemy na lekki lunch – dziś Tom Yum, zielone curry i sałatka z mango. Później zaczynamy się już niestety pakować bo jutro z samego rana zmieniamy wyspę tzn. płyniemy na Penang. To będzie jakieś 2 godziny rejsu szybką łodzią. Ruszamy o 10:30. 
 
Jeszcze dziś wieczorem jesteśmy umówieni na wspólną kolacje z rodziną Porawskich – małżeństwem z synem, których poznaliśmy 2 dni temu i która wypoczywa także w tym hotelu. Idziemy na owoce morza. Zamawiamy zupy z seefoodem, krewetki i kraby. Na stole lądują także dania z kurczaka i noodle. Uczta jest przednia. Potrawy bardzo smaczne, towarzystwo wyborne !
 
Przed :
   

Po. Znajdź 10 szczegółów różniących te zdjęcia 🙂

  

I jeszcze na koniec głowni bohaterowie dzisiejszego wieczoru – kraby .

  

Wracamy do hotelu. Krótka wizyta w hotelowym lobby i idziemy się dopakowywać i spać. Jutrzejszy wpis już z Penang !

 
Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

3 komentarze

  • Zielone curry jadlam raz w zyciu gdzies na polnocy Tajlandii i pamietam do dzis jak ta zupka wygladala i jak mnie zaskoczylo ze isteniej cos takiego jak zielone curry. Zazdroszcze jedzonka!!!!!

  • Piotr pokazuje mi twoje komentarze w niewłaściwej kolejności;)) zielone curry opisałam razem z zupką i teraz szukam przepisu na oba dania. Asia

  • Anonymus

    Tak na Island Hopping musi byc slonecznie. Tez sie mi tu z tym poszczescilo.
    Piasek byl na tej plazy jak maka ale nie jak w innym miejscu cukier puder……
    Raj byl naprawde niedaleko stad…..

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.