Malezja 2015 – Dzień 11 – Kek Lok Si i próba duriana

Noc minęła szybko i zaraz po śniadaniu planujemy dzień. Właściwie to jest już zaplanowany – dziś kompleks świątynny Kek Lok Si. Dziewczyny jednak zauważają, że pogoda będzie słoneczna i zostają w hotelu popracować nad ” kolorem ” 🙂


Skoro mam jechać sam to taxi odpada bo globtroterzy jeżdżą najwyżej komunikacja miejską 🙂 Na dworcu Komtar łapie 204 i w towarzystwie wielu backpackersów dojeżdżam pod dolną stacje kolejki na Penang Hill. Halo, to nie mój przystanek, Kek Lok Si jest 1,5 km stąd. Dymam na piechotę w 37C upale i wilgotności chyba ze 80%. Po drodze mijam dość ładną świątynie hinduską.
DSC_3198
 
DSC_3200
DSC_3201
DSC_3204 
DSC_3206

 

Idę dalej i wpadam w jakiś organizacyjno-komunikacyjny chaos. Po obu stronach drogi zaczynają się pojawiać miejsca handlowe, gdzie sprzedawane jest wszystko co do życia potrzeba ale oczywiście główna pozycje zajmuje co? Oczywiście jedzonko ! Dziesiątki straganów serwujących rożnego rodzaju potrawy. Ja oczywiście jestem przygotowany na taka sytuacje bo jak wiecie kwestie kulinarne czerpiemy z bloga Marka Wiens’a. I właśnie niecałe 6 dni temu opublikował film dotyczący jedzeniu przy Kek Lok Si. ( http://youtu.be/RftarTmAhXM ). Podążam za jego radami i docieram do sióstr, które od 1946 roku przygotowują w tym samym miejscu curry z makaronem. Biorę na wynos ( czyli do woreczków ) i idę do świątyni. Curry zjem później 🙂

DSC_3219

 

DSC_3220

 

 

DSC_3221

 

DSC_3223

Kek Lok Si jest najbardziej znaną świątynią Penangu, a w zasadzie całej Malezji. Jest to przeogromny kompleks na wzgórzu prawie w samym środku wyspy. Budowę świątyni, którą ukończono w 1910 roku, sfinansowano z datków lokalnej chińskiej elity. Aby dotrzeć do Kek Lok Si, trzeba kilkanaście minut wspinać się po stromych schodach, wzdłuż których ustawione są dziesiątki straganów z pamiątkami. Kompleks jest ogromny. Najbardziej charakterystycznym punktem jest 30-metrowa pagoda w stylu birmańskim. Nad całością góruje olbrzymi posąg Kuan Yin, bogini miłosierdzia.

DSC_3246

DSC_3234
 
DSC_3237
DSC_3243
DSC_3244
DSC_3250
DSC_3254
DSC_3256
DSC_3265
DSC_3262
 
DSC_3279
DSC_3276
DSC_3273
DSC_3285DSC_3288DSC_3280DSC_3292DSC_3270
Po ponad 90 minutowym pobycie na wzgórzu świątynnym wracam, na uliczki okalające kompleks i jak to Mark zaleca – trzeba spróbować Laksy. Jest to chyba najbardziej znana malajska zupa. Mieszania smaku pikantnego, słodkiego, kwaśnego – wszystko na bazie sosu rybnego. Trafiam do miejsca gdzie jest największa kolejka i kupuje na wynos bo i tak nie ma gdzie usiąść. 
 
DSC_3310 DSC_3307 DSC_3308 DSC_3305
 
Następnym kulinarnym przystankiem jest lokals, który przygotowuje coś na ząb, czyli krojone owoce w słodkim sosie ( Rojak ). Każdy oferujący oczywiście zachwala, że jego jest najlepszy. Trafiam do tego samego co robił Rojak dla Marka. Biorę na wynos bo dziewczyny czekają w hotelu głodne 🙂
 
DSC_3299 DSC_3301 DSC_3300
Wracam – autobus 203, który niestety jedzie okrężna drogą i nadrabiam jakieś 20 minut. W hotelu próbujemy curry od siostrzyczek, laksy i owoców. Obie gorące potrawy są wyborne – zbalansowane smaki, wyraziste i smaczne. Owoce takie sobie – większości które zostały pokrojone do tej niby sałatki nie znamy. Ok, czas na basen, który i tak jest okupowany przez dziewczyny od rana 🙂
 
 

Po basenie próba duriana, czyli kto się odważy to spróbować. Durian to najbardziej śmierdzący owoc na świecie. Capi niemiłosiernie. Coś jakby rozkładające się mięso w połączeniu z obornikiem 🙂 Kupiłem po drodze dwa małe kawałki i szukam chętnych do spróbowania. Na placu boju oczywiście pozostałem ja i Asia. Zapach powala z nóg, tekstura przypomina g….no. Ogólnie oba kawałki ładują w muszli klozetowej, w pokoju śmierdzi jeszcze ze 30 minut 🙂

 DSC_3319
 
Zbliża się 18ta i trzeba coś zjeść. Idziemy do food courtu w dzielnicy arabskiej. Po drodze odkrywamy jeszcze jeden mural – motocyklista.
 
DSC_3325 DSC_3326
Z ogromnej oferty wielu kuchni wybieramy chińskie pierożki, zupy tom yom, zielone curry i chicken-noodle soup. 
 
DSC_3337 DSC_3339 DSC_3342 DSC_3344 DSC_3345 DSC_3349

Wracamy do hotelu taksówką bo to ze 3 km będzie a dziatwa już zmęczona 🙂 Jutro śniadanie i kierunek – KUALA LUMPUR !











Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

2 komentarze

  • Nie macie litosci w podsylaniu zdjec tego super jedzenia! Wezcie pod uwage to ze ja jestem w USA!!!!!! Mercy please!

  • Anonymus

    Durjan jest moim faworytem, jak mogles go do kibla wywalic.
    To najlepszy owoc swiata, musi byc ale slodki i ciapkowaty.
    Trzeba go polknac to zrozumiesz.
    Nie jedz tego ale za duzo tylko max 2 kawalki na glowe bo mozna szoku cukrowego dostac i umrzec. Jest strasznie tuczacy.

    To cos tak jak z rekinem.
    Jak zjesz to pokochasz ale za duzo moze wywolac reakcje alergiczna i sie mozesz udusic bo cie na 10 min usztywnia (rekin).

    Super blog, fajne wypady i pisane masz.
    Poczytam wszystko.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.