🇫🇷 Francja i 🇮🇹 Włochy 2026 – Dzień 2 – Zabytki Strasburga 🚙☀️🇫🇷☀️🚤 ⛪️

Noc w Norymberdze upłynęła spokojnie. Spaliśmy jak zabici po tej męczącej podróży z Polski. Wstaliśmy jednak wcześnie, aby o 8:00 zjeść śniadanie i ruszyć najpierw na zachód a później już na południe do francuskiego Strasburga.

Drogą na początku była pusta lecz z upływem kilometrów ruch stawał się coraz większy, aż w pewnym momencie nawigacja przekierowała nas na inną drogę (przez Karlsruhe a potem droga A35). Po prawie 4 godzinach parkujemy nasz samochód w podziemnym parkingu zaraz przy starym mieście Strasburga i ruszamy eksplorować okolice. Łatwo nie będzie bo temperatura w południe tutaj to prawie 39 stopni.

Zanim wskoczymy w wir naszej dalszej relacji, musimy Wam to powiedzieć na głos: Strasburg to jedno z najbardziej fascynujących miast, jakie do tej pory odwiedziliśmy! Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie francuski szyk spotyka niemiecką solidarność, a zapach świeżych croissantów miesza się z aromatem sycącego Flammkuchen.

Historycznie rzecz biorąc, to miasto-kameleon. Przez wieki przechodziło z rąk do rąk między Francją a Niemcami, co widać, słychać i czuć na każdym kroku. Dziś ta dawna kość niezgody jest symbolem pojednania i dumną stolicą zjednoczonej Europy – to tutaj swoje siedziby mają Parlament Europejski czy Rada Europy. Strasburg łączy w sobie potężny ładunek historyczny z klimatem tętniącego życiem, studenckiego miasta. No dobrze, ale jak wycisnąć z niego to, co najlepsze w jedno popołudnie? Chodźcie z nami!

Z parkingu najbliżej mamy do najbardziej pocztówkowej dzielnicy miasta – Petite France (Małej Francji).

Gdy tylko przekroczyliśmy progi tej części starego miasta, poczuliśmy się, jakbyśmy przenieśli się w czasie. Wokół nas wyrosły misternie zdobione, XV-wieczne domy z muru pruskiego, których balkony uginały się od kolorowych kwiatów. Co ciekawe, ta piękna dziś nazwa ma dość mroczną historię. W XVI wieku znajdował się tu szpital wojskowy, w którym leczono żołnierzy chorujących na tzw. „chorobę francuską” (syfilis). Dawniej była to także dzielnica garbarzy, rybaków i młynarzy. Rzeka Ill (ill), która przepływa przez Strasburg rozwidla się tu na cztery mniejsze kanały, które napędzały tutejsze warsztaty.

Po przejściu przez tą urokliwą dzielnicę, nasze kroki kierujemy do lokalnej restauracji „Le Troquet des Kneckes”. Tak jest już pora lunchu i mimo, że wysoka temperatura to nacisk jednak na nawodnienie to jednakże o naszych brzuszkach nie możemy także zapomnieć 😀. Jakie szczęście, że lokal w wystroju przypominający raczej tawernę niż restauracje był dobrze klimatyzowany! Zamawiamy lokalne specjały – Tarte flambée (Flammekueche) czyli cienki placek z gęstą śmietaną, cebulą i boczkiem (taka lokalna pizza) oraz także lokalne przystawki jak – placki z kiszonej kapusty, krokiety z szynki wieprzowej, mini smażony ser Munster, kiełbasa do smarowania, pasztet wiejski i ogórki kiszone. Wszystko „hand made”.

Po tej wspaniałej uczcie, deser w postaci lodów z pobliskiej lodziarni przyjął się wyśmienicie.

Kolejnym punktem programu zwiedzania była absolutna dominatorka lokalnego krajobrazu – Katedra Najświętszej Marii Panny. Kiedy stanęliśmy przed jej fasadą z różowego piaskowca (wydobywanego w pobliskich Wogezach), dosłownie zatkało nas z wrażenia. Ta świątynia to czysty geniusz gotyku. Przez ponad dwa stulecia (do 1874 roku) była najwyższym budynkiem świata, mierząc 142 metry wysokości! Co ciekawe, katedra ma tylko jedną wieżę – na budowę drugiej zabrakło funduszy, a z czasem podłoże okazało się zbyt grząskie na tak ogromny ciężar.

Wnętrze kryje w sobie mroczną, mistyczną atmosferę rozświetlaną przez potężne, oryginalne XIII-wieczne witraże.

Wrażenie także robi zegar astronomiczny. To renesansowe arcydzieło matematyki i mechaniki nie tylko pokazuje czas, ale też fazy księżyca, pozycje planet i ruchome figury apostołów, które codziennie o 12:30 odgrywają swój spektakl. Krąży lokalna legenda, że władze miasta, zachwycone dziełem zegarmistrza, kazały go oślepić, aby nigdy nie stworzył drugiego takiego cudu w żadnym innym mieście…

W katedrze panował przyjemny chłodek, ale nie dane nam było przebywać tam dłużej. Pięć minut spaceru i punktualnie o 14:45 stawiliśmy się na przystani turystycznych łodzi Batorama. Mamy wykupiony klasyczny, 70-minutowy rejs rzeką Ill.

Z perspektywy wody Strasburg wygląda zupełnie inaczej. Najpierw łódź wpłynęła z powrotem do śluz w Petite France – moment, w którym poziom wody w kanale opada, a my czekamy zamknięci między kamiennymi murami, był niesamowity! Potem popłynęliśmy w stronę Neustadt – XIX-wiecznej dzielnicy cesarskiej wybudowanej przez Niemców, pełnej monumentalnych gmachów w stylu neorenesansowym.

Finałem rejsu było dopłynięcie pod szklane, ultra-nowoczesne pałace Instytucji Europejskich. Widok zakrzywionej, futurystycznej fasady Parlamentu Europejskiego, odbijającej się w wodach rzeki, robi potężne wrażenie – zwłaszcza gdy ma się w pamięci średniowieczne uliczki, które mijaliśmy zaledwie pół godziny wcześniej.

Po rejsie czekał nas już tylko spokojny spacer powrotny w stronę parkingu. Cała popołudniowa pętla zajęła nam równe 4 godziny – bez pośpiechu, za to z masą niesamowitych kadrów i wspomnień.

Zmęczeni, ale maksymalnie nasyceni alzackim klimatem, ruszyliśmy na zasłużony odpoczynek do hotelu. Jutro rano ruszamy w dalszą drogę – kierunek Lyon. Ale zanim tam dojedziemy to ……. 😁

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.