🇮🇹 Italia 2020 – Dzień 1 – Przystanek nad Dunajem 🇦🇹🍺🌭

Wyjechaliśmy zgodnie z planem czyli o 9:00. Trasa standardowa, czyli kierujemy się na A1 do granicy w Gorzyczkach, a potem na Brno. Pogoda do jazdy dobra. Nie jest bardzo słonecznie a po całym tygodniu upałów temperatura spadła do 20-22C. Jedzie się dobrze. Co kilkadziesiąt kilometrów jakieś niewielkie zwężenia i prace drogowe ale nie tracimy tu wiele.

Przed Brnem nawigacja kieruje nas „przez miasto” co wydawało nam się dziwnym ale zaufaliśmy google. I to był dobry wybór bo cała autostrada D1, która przebiega przez Brno w kierunku Pragi stała. Przez miasto przejechaliśmy sprawnie i bez opóźnień ale zaraz nowe zdziwienie – nawigacja nie kieruje nas na Mikulov ale na Bratysławę i przejście w Breclav. W sumie tą droga nigdy nie jechaliśmy to zgoda i jazda.

No ale z kilkanaście kilometrów zmiana. Nawigacja jednak proponuje abyśmy skręcili w prawo i przez mniejsze miejscowości przedostali się właśnie do Mikulova. Dobra – zmieniamy kierunek i przez urokliwe wioski i winnice przejeżdżamy w kierunku granicy z Austrią w Mikulovie. Po drodze mijamy kilkanaście samochodów na polskich blachach jadących w przeciwna stronę to pomyśleliśmy, że chyba to dobry kierunek i chyba coś się musiało stać skoro ruch kierowany jest objazdami. Gdy dojechaliśmy do głównej drogi z Brna do Mikulova okazało się, że właśnie jest ona zamknięta częściowo na tym odcinku.

Mijamy granicę i wpadamy prawie od razu na autostradę do Wiednia. Dawno ta trasą nie jechaliśmy i jest to dla nas zaskoczenie bo pamiętamy dojazd do Wiednia na tym odcinku jako wąską przebiegającą przez wioski i niewielkie miejscowości drogę. Chwila moment i jesteśmy w Wiedniu. I to koniec trasy na dziś bo postanowiliśmy podzielić trasę do Włoch na dwa dni a w stolicy Austrii mamy przystanek. Bookujemy się w hotelu nad samiutkim Dunajem z takim widokiem z okna 🙂

No ale nie zamierzamy tu siedzieć w hotelu te kilka godzin do wieczora. Mamy zaplanowane kilka punktów do odwiedzenia. Ponieważ jest już pora lunchowa a my bez obiadku to pierwsze kroki po wyjściu z taksówki która przywiozła nas do ścisłego, zabytkowego centrum miasta, skierowaliśmy do polecanego przez Roberta Makłowicza pewnego rodzaju kiosku, gdzie serwują kiełbaski. Miejsce to nazywa się Bitzinger i jest położone w bezpośrednim sąsiedztwie Opery Wiedeńskiej. Jak przystało na miejsce kultowe – mamy ogonek w którym bacząc na dystans społeczny, stajemy. Po kilku minutach zamawiamy różne kiełbaski. W bułkach i solo, z papryką i w stylu parówkowym, z curry lub z innymi sosami. Jak na starter to spoko. Zapijamy piwkiem, radlerem i spritz (wino z wodą).

Ruszamy oglądać okoliczne atrakcje. Zwiedzamy katedrę św. Szczepana i dochodzimy do Hofburga.

Wracamy deptakami w kierunku naszego „dania głównego” bo nie bez przyczyny te kiełbaskowe przekąski nazwałem starterem. Na godzinę 16:00 mamy rezerwację w także polecanej przez kulinarnych blogerów restauracji Figlmuller. Cel na danie główne to prawdziwy winer schnitzel. Musicie wiedzieć, że tak może się nazywać tylko kotlet z cielęciny, żadne wieprzowe podróbki nie mogą być tak nazwane. Zjawiamy się punktualnie, stolik na nas już czeka. Lokal założony w 1905 roku specjalizuje się właśnie w tych sznyclach, które uwielbiał między innymi cesarz Franciszek Józef. Wystrój restauracji bardzo konserwatywny, obsługa kelnerska też w wieku mówiącym o dużym doświadczeniu. Zamawiamy rzeczone sznycle, sałatki ziemniaczane, Zuzia rosołek z makaronem zrobionym z naleśnika i cielęcy gulasz z lokalnymi kluseczkami. Nie czekamy długo i po 20 minutach nasze podniebienia rozkoszują się zamówionym potrawami. Wszystko jest wyśmienite. Sznycle delikatne i zarazem soczyste choć cieniutkie, sałatki z charakterystyczna nutą smakową pochodzącą z oleju z dyni, który do niej dodają. Gulasz aromatyczny z delikatną cielęciną i przysmarzonymi na masełku kluseczkami. Nie zdążyłem nawet Zuzi zapytać o jej ocenę bulionu z makaronem z naleśnika, bo zjadła całą bulionetkę w minutę. Wszystko naprawdę bardzo smaczne.

Opuszczamy lokal i kierujemy się w stronę odnogi Dunaju (Donaukanal), który przepływa niedaleko. Na wodzie cumuje wiele większych i mniejszych statków przerobionych na bary i restauracje. Jest tez nieduża plaża gdzie spotyka się młodzież.

Zamawiamy taksówkę i wracamy do hotelu. Zmęczenie już daje się we znaki trochę a i po tych wszystkich daniach u Figlmuller’a czujemy się trochę przejedzeni. Na koniec dnia coś „na trawienie” obowiązkowo i do łóżek. Jutro pobudka o 7:30 bo chcemy ruszyć w dalsza drogę na południe koło 9:00. Do jutra więc !!!

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

4 komentarze

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.