🇿🇦 RPA 2020 – Dzień 9 – Na plaży z pingwinami 🐧🌧🐧

Sobota, mieliśmy ambitne plany na wyjazd na Górę Stołową. Niestety nie pojechaliśmy do centrum Kapsztadu aby kolejką wyjechać na tez symbol miasta i całego przylądka. Powód prozaiczny – pogoda. Od rana jest zachmurzone, silnie wieje wiatr i zanosi się na deszcz. W takiej sytuacji podejmujemy decyzje, że po śniadaniu pojedziemy na plaże z pingwinami i w zależności od sytuacji pogodowej, zadecydujemy co dalej. Wyjeżdżamy o 10:00 i kierujemy się na południowy wschód do miejscowości o nazwie Simonstad. Jedziemy malowniczą droga zwaną Chapmans Road. Jest to wykuta częściowo w skale, wąska droga biegnąca zboczem gór. Z jednej strony skala z drogiej przepaść. Droga jest znana i lubiana także przez filmowców. Kręcono tu wiele reklam samochodów. Droga jest płatna a przejazd kosztuje 50 ZAR. Stajemy na kilka “pstryknięć” po drodze.

Dojeżdżamy na miejsce po niecałej godzinie. Pogoda zmieniła się diametralnie. Nie ma już ciemnych, ołowianych chmur lecz na niebie widzimy tylko kilka białych obłoków i słoneczko. Super . Zrobiło się tez gorącą a temperatura osiąga 26C. Dochodzimy do plaży o nazwie Bulders Beach, gdzie na swobodzie żyją pingwiny. To miejsce (jak i wiele innych) zostało ostatnimi laty skomercjalizowane dla turystów. Kiedyś, pamietam była to dzika plaża, gdzie można było się kąpać z pingwinami. Teraz pobudowano, ogrodzone chodniki i platformy widokowe i oczywiście pobierana jest opłata w wysokości 160 ZAR za wstęp. Na szczęście pingwiny nie pobierają opłaty za pozowanie do zdjęć i kąpiel w morzu w ich obecności. Jak zawsze leżą sobie pod okolicznymi ogromnymi głazami lub wygrzewają się na nich co chwile robiąc chlup do wody aby się trochę ochłodzić. Te pingwinki to nieduże stworzenia. Maja do pół metra wysokości i ważą ok 3 kg. Gatunek to pingwin afrykański albo przylądkowy. Rozkładamy się na plaży na godzinkę a potem przechodzimy na te platformy widokowe oddalone od plaży ok. 300m, gdzie możemy obserwować cała kolonie tych sympatycznych stworzeń. Na plaży nie było wiele osób, za to tutaj to już tłok ogromny a słychać głównie język chiński.

Ładna pogoda się utrzymuje i z racji bliskości do punktu przylądkowego, jedziemy na Przylądek Dobrej Nadziei. Cały ten obszar bezpośrednio z punktem przylądkowym jest parkiem narodowym i wjazd kosztuje. W tym przypadku to spora kwota 320 ZAR od osoby. Wjazd tam był płatny zawsze ale to było jak pamietam 40 może 60 ZAR w latach 1999 – 2010 kiedy byliśmy tam chyba dwa razy. Teraz kwota powala. No i …. nie wjechaliśmy na teren przylądkowy. Powodem była jednak nie ta cena lecz niebotyczna kolejka samochodów czekająca na wjazd. Koteczek “do kasy” miał z 500m i wcale się nie przesuwał. Zawracamy i decydujemy się na przejazd do Muizenberg. To miejscowość na północnym wschodzie przylądka, gdzie jest ładna plaża oraz znane w wielu fotografii czy obrazów, charakterystyczne dla tego miejsca, kolorowe rzędy drewnianych domków. Domki te są dość leciwe i służą jako przebieralnie plażowe.

Ruszamy na północ. Jest już prawie 15ta i zatrzymujemy się na lunch w przydrożnym grill barze. Zamawiamy rybki, owoce morza, makarony i sałatki. Ceny za dania dość przystępne (do 100 ZAR). Smacznie a i porcje jak w PL w barach dla TIRowcow 😄

Po drodze zajeżdżamy tez na chwile do muzeum minerałów – Minerał World. Jak wiecie -RPA to główny producent kamieni szlachetnych na świecie.

To ciekawe miejsce bo oprócz wystawy tematycznej, mamy tu miejsce (taki mały placyk) wysypany kamieniami półszlachetnymi. Kupuje się odpowiedniej wielkości woreczek i można zbierać do niego kamyczki jakie się podobają. To faja zabawa dla dzieci ale jak widzicie na poniższych zdjęciach, dorośli też wyglądają malutkich diamencików. A nóż widelec, trafi się jakiś pośród tych agatów (głównie). Wychodzimy z kilogramem kolorowych kamyczków 😀😀😀

W tak zwanym międzyczasie pogoda się psuje. Nachodzą ciemne chmury. My kontynuujemy naszą drogę do Muizenbergu. Gdy dojeżdżamy już w bezpośrednie sąsiedztwo tej znanej plaży, zaczyna padać intensywnie mżawka. Nici wiec z plażowania. Ograniczamy się do krótkiego spaceru po plaży, zrobienia kilku zdjęć i wracamy do samochodu.

Rozpadało się na dobre. Jest już po 16:00 i decydujemy się na powrót do domu. Wracamy na zachodnią stronę przylądka do naszego Hout Bay. A tu słońce i bezwietrznie 😄😄😄 Tak to tu jest na przylądku. Pogoda może się różnic diametralnie na zachodzie, wschodzie i południu tego cypelka bo po środku są góry, które w jakimś tam stopniu regulują pogodę po każdej ich stronie.

Jeszcze tylko krótka wizyta w Pick n Pay aby uzupełnić zapasy spożywki i wracamy do naszego domu. Tu Rafał zaraz rozpala grila i przygotowujemy kolacje. Dziś mamy kurczaczki i wołowe burgery. Do tego micha zielonej sałaty i jak zwykle doskonale winko. Liczymy, że jutro pogoda będzie bardziej łaskawa i pozwoli na wyjazd na Górę Stołową.

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

4 komentarze

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.