⛩🇯🇵⛩ Japonia 2019 – Dzień 4 – Park Ueno i Shinjuku

Nasza nadzieja, że jet lag przeszedł gdzieś „obok” nas tym razem prysła jak mydlana bańka tej nocy. Ja spałem do 4:00, Asia od 4:00, Zuzia od północy a Aga w ogóle, praktycznie nie spała i na śniadanie nie wstała. My jakoś się zbieramy i zjeżdżamy na parter z jedną myślą – kawy !!!. Dziś sporo wolnych miejsc, o 8:30 nie ma kolejki. Z marszu pakujemy sobie zestawiki śniadaniowe i przygotowujemy kawki (straszne lury robi jednak ten automat tutaj 😂). Dziś jest dla odmiany jajecznica. Nakładam, ale jakaś rzadka ona 😀 Jak ją jeść pałeczkami ? Nie da rady. Podglądam kątem oka jak jedzą Japończycy. No maja sposób aby zjeść rzadką jajecznicę pałeczkami. Po prostu nakładają ja do miseczki z ryżem. Potem mieszają i taka papkę zajadają już pałeczkami 😁 Da się 😁

Ponieważ Aga śpi dalej, nic ja nie rusza, w trójkę idziemy do pobliskiego parku Ueno. To spory park, który znajduje się tuż za torami w bezpośredniej bliskości naszego hotelu. W parku znajdują się uczelnie, muzea, świątynie, cmentarz, ogród botaniczny oraz tokijskie ZOO. Ogród jest bardzo obszerny. Gdy tylko wyszliśmy z hotelu kierując się na wiadukt nad torami, zaraz odczuliśmy różnice w temperaturze wczoraj i dziś. Dzisiaj nie ma ani jednej chmurki na niebie i jest strasznie gorąco. Wg iphona mamy 33C a odczuwalna temperatura to 38C. Nie ma żadnego ruchu powietrza dodatkowo. Ruch na torach, przeciwnie. Naliczyłem, że przejeżdża pod wiaduktem 5 pociągów każdej minuty. To nie godziny szczytu i sobota a taki ruch.

W parku odwiedzamy wpierw jakaś świątynie buddyjską opisana jako Jizoson (jedyne co mogliśmy doczytać).

Potem przechodzimy obok muzeum narodowego, gdzie formuje się już kolejka do wejścia.

Idziemy dalej na pobliski cmentarz z piękna bramą. Kilka zdjęć grobowców poniżej.

Gorąc ogromny, a teraz chcemy zobaczyć świątynię Ueno Toshogu i pięciopiętrową pogodę obok niej. To ponad kilometr w słońcu ale idziemy. Po drodze mijamy popiersia i pomniki i wreszcie dochodzimy do tej świątyni. Pusto, tylko kilka osób zwiedzających. Obok świątyni widzimy tę pięciopiętrową pagodę.Mamy w tej okolicy parku jeszcze jedno miejsce do zobaczenia – świątynia Bentendo. Znajduje się ona na malutkiej wysepce na niedalekim jeziorku. Idziemy kilkaset metrów. Cześć jeziorka porośnięta jest gęsto lotosami. Niektóre mają kwiaty. Gdzieniegdzie tafla wody jest odsłonięta i tam widać wygrzewając się w słoneczku żółwiki oraz pływające, sporych rozmiarów ryby. W świątyni znajduje się wielki dzwon. Raz po raz słychać charakterystyczny klang bo ktoś wrzucił pieniążka i uderzył weń specjalnym, drewnianym balem.Od wody czuć lekki chłodek, postanawiamy popływać trochę po jeziorku. Jego druga cześć nie jest porośnięta lotosem, jest mała przystań z rowerami wodnymi – bierzemy różowego (a jakże) łabędzia 😁😁 Zuzia dzielnie pedałuje, Asia również. Ja robię za kapitana i steruje tym transatlantykiem. Ubaw mamy po pachy. Pływamy tak może z 20 minut a potem, zahaczając o kawiarnię, wracamy do hotelu. Odpoczywamy w chłodnych pokojach do 14:00.

W międzyczasie wstaje Aga i decydujemy, że na popołudnie wybierzemy się do Shinjuku. To kolejna dzielnica warta odwiedzenia. Głównie chcemy dotrzeć do budynku Tokyo Metropolitan Government (TMG). Tam, na 45 pietrze jest znany taras widokowy z którego będziemy podziwiać panoramę Tokio. Łatwo i szybko docieramy w 35 minut metrem. Jest nieduża kolejka do windy. Czekamy 15 minut i zaraz wjeżdżamy na górę. Rzeczywiście, panorama Tokio bardzo ładna.

Winda w dół zawozi nas na 2 lub 3 piętro, nie pamietam. Tam jesteśmy zapraszani do sesji zdjęciowej poświęconej zbliżającej się olimpiadzie w Tokio, która będzie w przyszłym roku. Zdjęcia z maskotkami igrzysk oraz z pochodniami jakim będzie przenoszony ogień olimpijski są fajnym zabiegiem marketingowym mającym na celu reklamę tego, bardzo ważnego dla całego kraju wydarzenia.

Zjeżdżamy jeszcze niżej i idziemy w kierunku dworca kolejowego. Tam mamy wyczajoną sushi restaurację, która serwuje z taśmy. O co chodzi? Ano to taki sposób podawania sushi – sushi master robi przeważnie nigiri i kładzie po np. 2 szt na talerzyk, który ląduje na przesuwającym się nazwijmy to – pasie transmisyjnym, z którego siedzący w około klienci pobierają porcje i zwyczajnie konsumują co chcą i ile chcą. Na końcu liczone są talerzyki i do kasy. Proste 😀 Nasza restauracja sushi nazywa się Oedo Shinjuku. Docieramy i zapychamy się wspaniałym shushi pod korek. Płacimy 160¥ za talerzyk a było ich 25 🍣🍣🍣😀😀😀

Chodzimy jeszcze potem trochę po sklepach, trochę po okolicznych uliczkach. Zauważamy jakaś Godzillę na dachu jednego z komercyjnych budynków 🙀 i docieramy dość popularnego miejsca jakim jest Yakitori Alley. To taka bardzo wąska uliczka zana właśnie z Yakitori. Co to? To takie malutkie szaszłyczki z różnych części kury czy kurczaka, mniej lub bardziej jadalnych 😄 Znajdziemy tu patyczki z częściami skóry, jelit, żołądków, policzków, języków, wątróbek czyli wszystkiego czego przeważnie nie jemy. Tu to przysmak, przysmak rozsławiony również przez Anthonego Bourdaina, który kręcił tu jeden epizod swoich cyklów kulinarnych. Zasiadamy w jednym, takim niewielkim barze z grillem i zamawiamy szaszłyczki z kurzych języków, policzków i skór. Wszystko jest grillowane na naszych oczach. Smakuje średnio, kosztuje jak w topowej restauracji 😀 Taki to urok turystycznych miejsc 😀

Wracamy do Ueno do hotelu. Jest już ciemno. Tradycyjna wizyta w combini ( dziś Family Markt ) aby uzupełnić zapasy wody. Znowu zmęczenie po całym, jakże upalnym dniu, daje znać o sobie. Do łazienki, „pod sito” i do łóżek 😀

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.