Tajlandia 🇹🇭 i 🇰🇭 Kambodża 2019 – Dzień 7 – Angkor 🏯🏰🏯

Wypoczęci wstaliśmy o 7:15 🙂 Śniadanko przy hotelowym basenie i ruszamy zwiedzać to po co tu właściwie przyjechaliśmy 🙂 .

Dziś byliśmy w najstarszym i najsłynniejszym kompleksie świątynnym w Kambodży, starym mieście – Angkor. To cel chyba 100% wizyt turystów w Siam Reap. To prawie 1000 letnie, częściowo zarośnięte przez dżunglę, stare miasto jest oddalone od centrum o kilka kilometrów. Na te południowa wyprawę jedziemy, a jakże tuk-tukiem, tym samym który przywiózł nas wczoraj z lotniska.

Wybieramy krótsza wycieczkę (jakiej 5-6h). Starujemy z hotelu po śniadaniu o godzinie 8:00 i pierwszy przystanek to oczywiście zakup biletów. Bilety są jednodniowe i kilkudniowe. Te na jeden dzień kosztuje 37$. Zuzia nie płaci bo jest poniżej 12 roku życia. Wjeżdżamy na teren Angkor i pierwsza kontrola biletów. Pracownik witam nas serdecznie i życzy miłego dnia :-). A bilety są ze zdjęciami :-).

Aha, na wjeździe wielki szyld z przekreślonym dronem – szkoda, nie polatam tutaj 🙁

Dojeżdżamy do Angkor Wat. Jest to najstarsza i najpiękniejsza świątynia (raczej nawet pałac) i został zbudowany w XIIw. Wtedy to Imperium Khmerów przeżywało rozkwit i swą potęgą mogło przewyższać nawet Cesarstwo Rzymskie w czasach jego świetności. Ówczesny władca w oczach poddanych chciał uchodzić za boga i aby udowodnić swe boskie pochodzenie wybudował dom bogów – najwspanialszą świątynię jaką widział ówczesny świat. Jest to świątynia wyznawców bramaniznu odmiany hinduizmu. Buddyzm zadomowił się na dobre w tej części świata jakieś 100 lat później. Aby uzmysłowić Wam jak duży był Angkor w tym czasie, przytoczę tylko jedna liczbę – mieszkało tu w latach jego świetności tj X-XIIIw ponad 1 milion mieszkańców. Było to największe miasto na świecie licząc czas aż do rewolucji przemysłowej w XVIII w.

Nasz kierowca tuk-tuka ( Joy ) umówił się z nami pod drugiej stronie budowli. Musimy przejść pontonowy most, który jest tymczasowy bo główny, kamienny jest w remoncie. Mamy małego pecha. Przed nami przyjechało chyba z 10 autobusów z Chińczykami i Koreańczykami 🙂 To równa się spory ścisk oraz przekrzykiwanie się przez nich. Posuwamy sie z tym tłumem się do przodu. Sam pałac jest ogromny i cały tłum jaki był na moście gdzieś się rozmywa po zakamarkach budowli. Możemy w miarę nieskrępowanie podziwiać misterność dekoracji ścian i porobić sobie zdjęcia w najważniejszych miejscach. Wyjście na najwyższą z wież jest jednak praktycznie niemożliwe bo oznaczałoby to stanie przez kilka godzin w gigantycznej kolejce. Bez kolejki za to, można zrobić sobie zdjęcie za jedyne łan dolar z tancerkami Apsary. Aga w międzyczasie wyprasza u mnicha szczęście podczas matury 🙂 

Na parkingu już czekał na na tuk tuk i dalej jechaliśmy do kolejnej świątyni Banteay Kdei. 

Jest ona dość dobrze zachowana, pełna rzeźbionych szczegółów, uszkodzonych niestety płaskorzeźb, przejść i wielu korytarzy. Tu na szczęście nie było zbyt wielu zwiedzających i można było spokojnie podziwiać kunszt budowniczych i fantazje władców. 

Przed wejściem do tej świątyni po drugiej stronie ulicy jest kolejny zabytek Sarah Srangm- królewski basen kąpielowy. Przed basenem można było ustawić pawilony i oddawać się uciechom wodnym gdyż ten rodzaj rozrywki był bardzo popularny. Dziś w tym zbiorniku wodnym zauważyłem kilka Kambodżanek, które zbierały jakieś zielsko. Pewnie będzie na kolacje 🙂

Jak zwykle w takich miejscach nie mogło zabraknąć straganów i „czipi czipi” towarów oczywiście „lokalnych” . Po dokonaniu niezbędnych zakupów i nie były to płyny co przy tym upale były by zrozumiałe, udajemy się na dalsze zwiedzanie (kupujemy lokalne rękodzieło i kilka t-shirtow, gdyż pare moich zostało w szufladzie pokoju hotelowego na Phuket 🙂 )

Ta Prohm to nasz nadtępny przystanek. Znana z filmu Tomb Rider świątynia przyciąga rzesze zwiedzających. Jako jedyną porastają ogromne drzewa a korzenie oplatają mury.

Kolejna jest Ta Keo czyli kryształowa wieża. To najstarsza budowla w Angkorze wzniesiona z piaskowca. Tu tylko Piotr ma jeszcze siły i wychodzi na szczyt. Niby 22 metry ale przy wąskich schodach i upale my dajemy sobie spokój i podziwiamy z dołu.

Na naszej drodze już ostatnia ale chyba najpiękniejsza świątynia – Bayon. Była to oficjalna świątynia Państwa Khmerskiego. Już z daleka widać 54 wieże. Każda z wież ma z czterech stron wyrzeźbione 2,5 metrowe twarze Buddy. Mnóstwo korytarzy, zakamarków z przepięknymi płaskorzeźbami zostało bardzo dobrze zachowane do dziś. 

Przy Bayon podziwialiśmy jeszcze Taras Słoni czyli długi na ok 300 metrów mur zdobiony wizerunkami słoni. W przeszłości pełnił on także funkcje trybuny podczas parad i widowisk. Przed nim rozciągał się największy płac miasta. 

Po blisko 6 godzinach wracamy do hotelu. Jesteśmy totalnie wypompowani. Kilometry w nogach i piekielny upał (ponad 35C – a odczuwalne chyba ponad 40) zrobiły swoje. Prysznic i na basen do wieczora :-).

Na kolacje idziemy do polecanej restauracji Lilipop, która jest może ze 150m od nas. To rodzinny biznes. Dania lokalne, także tajskie. Wszystko bardzo smaczne i w przystepnych cenach. Polecamy !!!

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

8 komentarzy

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.