USA 2018 – Dzień 7 – meksykańskie klimaty 🚢☀️🇲🇽🍺🌊🐟

Świta, gdy powoli zbliżamy sie do meksykańskiej wyspy Cozumel. Niebawem statek dokuje przy nabrzeżu obok innego Carnivala oraz dwóch statków Royal Caribbean a my śpimy trochę dłużej, bo dziś planujemy plażowanie i nigdzie nam się nie spieszy (to się wkrótce zmieni 🙂 , ale o tym pózniej). Kasia, Paweł i Karol wybrali się na wycieczkę do Tulum i opuścili statek raniutko. My leniwie podreptaliśmy na śniadanie. Na otwartym tarasie smakowało wyśmienicie 🙂 Pogoda wspaniała, żadnej chmurki. Pakujemy się w plecaczki i schodzimy ze statku.

Ponieważ z tej strony wyspy nie ma ciekawych plaż, postanawiamy przepłynąć lokalnym promem na kontynent do Playa del Carmen. To znany ośrodek turystyczny i piękne plaże na wyciągnięcie ręki. Wychodzimy z portu wycieczkowców, a jakże, przez wioskę sklepów i bierzemy taksę aby dojechać do portu promowego. To jakieś 5km. Chwila moment i już siedzimy w promie. Promy kursują co godzinę, kosztują 10$ (powrotny) i płyną ok. 45 minut.

Przed 11:00 dopływamy do Playa del Carmen. Typowy meksykański kurort wakacyjny, deptak – ulica handlowa, mnóstwo sklepików, barów i restauracji, piękne plaże i turkusowe morze. Po krótkim spacerze i odwiedzeniu kilku sklepów, znajdujemy leżaki i plażujemy do 13:00. Zuzia i Asia idą do wody, Aga odpoczywa a ja robię zdjęcia i coś tam kręcę do filmu.

Zgłodnieliśmy i w drodze powrotnej na przystań promową wstępujemy do restauracji “Mi Pueblo”, gdzie zamawiamy różne dania kuchni meksykańskiej. Mamy tacos, los molcajetes, ceviche i inne. Smakują wyśmienicie i tylko trochę długo to wszystko serwowano (albo my za dużo zamówiliśmy) i nie zdążyliśmy na prom powrotny o 14:00. Spoko, następny o 15:00 🙂

Włóczymy się jeszcze po okolicy portowej, gdzie przypadkowo trafiamy na przedstawienie-rytuał -> “majańska modlitwa o deszcz”. Oczywiście to „pod turystów”, ale tak to kiedyś tutaj wyglądało. Na wysokim maszcie 5-ciu mężczyzn najpierw modliło się w cztery strony świata o deszcz a potem, jak na karuzeli łańcuchowej, głowami w dół, kręcąc sie w około zjeżdżali na ziemie. To widowiskowy ceremoniał. My widzieliśmy juz go wcześniej kiedy to w 2013 byliśmy w Cancun.

Czasu coraz mniej. Promu na Cozumel nie ma a statek nasz odpływa o 16:30 i nie czeka na nikogo. Wreszcie przypływa i z małym opóźnieniem wyruszamy w drogę powrotną na wyspę o 15:10. Po 50 min. dopływamy i szybko bierzemy taksi aby dotrzeć przed wyznaczona godziną na statek. Udaje się, biegnąc przez port docieramy na statek i o 14:25 jesteśmy na pokładzie 🙂 Było blisko aby dalszą podróż kontynuować do Miami samolotem 🙂 Chwila odpoczynku i kolacja. Dziś druga z tych uroczystych, więc menu bardziej wikwintne. Ja zamawiam krewetki i steka 🙂 Pod koniec kolacji znowu show w wykonaniu kelnerów (przy okazji spiker informuje, że na statku we wszystkich restauracjach pracuje ……. 325 kelnerów, niesamowite). Do tańca bierze sie też Zuzia 🙂

O 20:15 zaczyna się tańczone show w amfiteatrze. Mamy tu taki na dziobie 🙂 Trzy piętra i spora scena. Wcześniej nie chodziliśmy ale zachęceni przez naszego kelnera Yoge, zachodzimy z małym opóźnieniem. Temat – muzyka lat 90tych. Widowisko robi wrażenie. Doskonała oprawa audiowizualna, ładnie zaśpiewane i wytańczone – 45 minut naprawdę dobrego przedstawienia 🙂

Jutro dzień w morzu, płyniemy już w stronę Miami. Pojutrze koniec rejsu 🙁 ale nie koniec naszej wyprawy !!!

Facebooktwittergoogle_plus

rssyoutubeinstagrammail

2 komentarze

  • eecchhh

    Proszę o informację jak wielu rodaków udało się spotkać na statku?

    • Piotr

      Niewielu. Spotkaliśmy tylko dwie, młode dziewczyny. Jedna mieszka w USA a ta druga przyleciała do niej z Wiednia. Myślę, że z 85% uczestników rejsu posługiwała się językiem angielskim. Słyszałem także holenderski, niemiecki, francuski, hiszpański i rosyjski. Była też grupa z Czech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.