USA 2018 – Dzień 5 – deszczowy Rotan w Hondurasie 🇭🇳🚢🌊🌧

Dzień piąty w USA a czwarty w rejsie. Poranne sprawdzenie pogody zaraz po obudzeniu. Statek jeszcze płynie ale już świta – pochmurno i pada deszcz. W sumie, takie były prognozy na nasz przystanek w Hondurasie 🙂 Sprawdzalność prognozy dobra. Statek powoli zbliża się do wyspy Roatan i opływa ją aby zacumować w małej zatoczce na jej południowej stronie. To miejsce nazywa sie Mahogany Bay i zostało wybudowane przez Carnival dla obsługi swoich statków na tej wyspie. Jest długi pirs do którego mogą cumować aż dwa wycieczkowce. My powoli, tyłem wycofujemy jako pierwsi. Pół godziny za nami przypływa Carnival Miracle i też powolutku, tyłem zajmuje miejsce przed nami.

Ciagle pada ale co najważniejsze, trochę sie przejaśnia i przed 10:00 schodzimy na ląd. Za wiele to tu nie ma. Jak wspomniałem wcześniej, ten mały port został wybudowany przez Carnivala i pozostała infrastruktura także. A na te infrastrukturę można zaliczyć sklepy, sklepy i sklepy. Aby dostać sie do placu głównego wokół którego jest kilkadziesiąt sklepików, już musisz przejść przez ogromny niby duty free 🙂 Maszynka do wyciągania pieniędzy 🙂

Oczywiście musi tu także być miejsce do jakiegoś odpoczynku, relaksu i plażowania. Jest prywatna plaża oddalona o 300m. Można do niej normalnie dojść ale jakby komuś było za daleko to jest kolejka krzesełkowa 🙂 Za 14$ można się nią wozić cały dzień 🙂 My spacerkiem opuszczamy cześć sklepową i udajemy się na plażę. Tu królują bary gdzie możesz zamówić coś do jedzenia oraz do picia. Mnie zaciekawiły koktajle o pojemności 32 OZ. Dla informacji podaje, że jest to prawie 1 litr! Słuszny kierunek ma tutejszy zarząd. Po co chodzić dwa razy 🙂 wiaderko drinka jest OK 🙂

Asia i Kasia biorą mniejsze rozmiary drinków czyli po 0,4 L 🙂 Zuzia i Aga zauważają punkt gdzie zaplatają warkoczyki i nie przepuszczą 🙂 Zuzia pół głowy, Aga tylko dwa warkoczyki 🙂

Oczywiście jest mnóstwo leżaków do wynajęcia gdzie można miło spędzić czas. Oczywiście nic za darmo – 26$ za parkę 🙂

Nie pada, jest ciepło ale zachmurzeni pełne. Paweł próbuje swojego nowego drona. Latam także trochę i ja. Poniżej zdjęcia z góry przedstawiające Carnival Miracle, naszego Glory, górny pokład w naszym wycieczkowcu oraz te sztuczną plaże. Ląduję w dosłownie ostatniej chwili bo nie wiadomo skąd, nagle ulewa jak oberwanie chmury – dosłownie ściana wody 🙂

Uciekamy pod dach jednej z restauracji grillowych. Tylko trochę nas zmoczyło ale na horyzoncie nie widać przejaśnienia i po lekkim osłabnięciu deszczu decydujemy się (jak większość) udać się na statek. Mamy jakieś 400m i zmoczeni do suchej nitki docieramy do trapu na statek. Ciepły deszcz i szybki ciepły prysznic na miejscu w kajucie 🙂

Mamy jeszcze sporo czasu do wypłynięcia to po lunchu Asia, Kasia, Zuzia, Paweł i Karol idą na ląd na spacer, Aga idzie na fitness a ja pisze ten wpis 🙂 Potem jak co dzień mamy kolacje o 18:00. Tu niespodzianka bo na sam koniec posiłku nasz kelner – Yoga, przynosi małego torcika dla Pawła, który miał 10 dni temu urodziny. Śpiewamy “Happy Birthday” 🙂 Trochę wcześniej inni kelnerzy, w ramach rozrywki dla wszystkich, wskakują na specjalne stoły, tańczą i śpiewają.

Po kolacji jeszcze drobne zakupy moich dziewczyn (2 torebki) i ustalanie planów na dzień jutrzejszy. Jak co dzień, na rufie statku za basenem, gdzie jest cicho i nikt nam nie przeszkadza. O 21:00 do łóżek bo jutro wczesna pobudka.

Facebooktwittergoogle_plus

rssyoutubeinstagrammail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.