Bałkany 2016 – Dzień 7 – Rafting na Neretvie

Dzis dzień na który wszyscy czekaliśmy – rafting po górskiej części rzeki Neretvy. Wstajemy wcześnie bo juz o 6:30 i zaraz po śniadaniu ruszamy do miejscowości Konjic. Musimy tam być na 9:00 a do przejechania jest 70km.

Dojeżdżamy na czas. Zbiórka w wyznaczonym miejscu i juz przejeżdżamy do głównego biura organizatora (firma Raftkor) aby przebrać się. Dalsza droga na miejsce startu juz busikiem. Jedziemy jakieś 35 minut w oddalone od Konjic o około 20km miejsce. Jest nas w sumie 26 osób i mamy cztery lodzie pontonowe. My w piątkę zostaliśmy przydzieleni razem 🙂 Mamy doświadczonego sternika to strachu nie ma. Krótkie przeszkolenie i już płyniemy 🙂

Wyruszyliśmy gdzieś o 11:00. Rafting potrwa do 18:00. Kupa czasu ale do pokonania jest aż 21km. Po drodze zaplanowane są postoje. Czeka nas 5 miejsc gdzie, jak właściciel firmy powiedział, adrenalina wam podskoczy. Zobaczymy 🙂 Póki co, po 90 minutach w miarę spokojnego spływu zatrzymujemy się na lunch. Przyrządzone na miejscu cevapi, pomidory, pieczywo smakują wyśmienicie 🙂 Po posiłku obowiązkowa kąpiel 🙂 A jest to nie lada wyzwanie bo woda ma 12C. Po godzinnym postoju ruszamy dalej.

Następne godziny upływają nam na wspaniałej zabawie z dodatkiem sporej dawki adrenaliny także. Pięć takich większych przełomów rzeki pokonujemy bez problemów. Inne lodzie radzą sobie gorzej. Jedna przed nami wpada na skałę i wszyscy muszą się ewakułować na ląd. Łódka nabrała wody. Dalej znowu widzimy jak kilka osób jest na brzegu i są kompletnie mokrzy – wypadli z łódki 🙁 Jednak ta rzeka to nie przelewki …

Nie mam niestety wiele zdjeć z łódki, gdyż w większości nagrywałem materiał video. Udało sie też ponagrywać trochę z powietrza gdyż nie wiało i było można latać dronem. Na filmy myśle, że nie będziecie musieli czekać długo. Zajmę sie tym zaraz po powrocie do Polski. 

Bardzo zadowoleni z raftingu kończymy o 18:10. Pakujemy się i wracamy do bazy. Tam akcja „przebieranie” i kierunek Mostar. Cały ten program od rana do wieczora kosztował po 30€ od osoby i naprawdę było warto.

Po drodze zatrzymujemy się w znanej z opowieści R.Makłowicza restauracji KOVACEVIĆ. Podają tu jagnięcinę pieczoną na węglu drzewnym i to jest specjalność tego miejsca. Zamawiamy po porcji. Jest smaczna ale trochę mało bo kości sporo 🙂

Wracamy do hotelu i do łóżek – wszyscy są zadowoleni z dzisiejszego dnia lecz okropnie zmęczeni. Jutro kierunek Sarajewo 🙂

Facebooktwittergoogle_plus

rssyoutubeinstagrammail

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.