Londyn 2014 – Dzień 2 – Katedra św. Pawła, Tower of London, London Bridge, kolejka Emirates i podróże metrem

Nie spaliśmy zbyt długo i zaraz po hotelowym śniadanku udaliśmy się na pierwsze zwiedzanie Londynu. Z hotelu mieliśmy 200 m do mostu pieszego Millenium Bridge, którego drugi koniec wychodzi wprost na katedrę św. Pawła. 

Podziwiając panoramę drugiego brzegu i samej Tamizy udaliśmy się na drugą stronę i w pobliżu katedry pierwsza niespodzianka – pozastawiane ulice barierkami co świadczyło o przygotowaniach do jakiejś manifestacji, parady czy imprezy ulicznej. Chwile później zobaczyliśmy poprzebieranych w rożne historyczne stroje londyńczyków. 

 

 


Krótka konsultacja z nimi i mamy odpowiedz co tu sie będzie działo – w dniu dzisiejszym jest próba do jutrzejszej (niedzielnej) parady upamiętniajacej wszystkich poległych brytyjskich żołnierzy na wszystkich frontach. Parada ta w jest zawsze w Remembrance Day zwany również poppy day jako, że symbolem tego święta jest czerwony mak. OK, super nie mieliśmy pojęcia o takiej atrakcji która ma mieć miejsce w czasie naszego pobytu w Londynie. 

Bez żadnych problemów zwiedziliśmy katedrę, była za free ( chyba ze względu na święto ). Jest ogromna. Ma około 158 metrów długości i około 75 metrów szerokości. Wysokość budowli mierzona od posadzki do końca krzyża umieszczonego na kopule wynosi 108 metrów. Budowlę wieńczy kopuła o średnicy 50 metrów, która jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów architektury Londynu. We wnętrzu galerie i wiele rzeźb, warto obejrzeć. 


Następnym celem jest Tower of London. W swej historii budynek był fortecą, więzieniem, pałacem a nawet ZOO. Budowla (łącznie z Bramą Zdrajców) pilnowana jest przez charakterystycznie ubranych strażników zwanych popularnie “beefeaterami” (ang. beefeater – zjadacz wołowiny). W twierdzy są dziś przechowywane liczne zbroje, broń, klejnoty i insygnia koronacyjne (królewski pierścień i jabłko oraz berło z krzyżem i największym na świecie brylantem a także koronę brytyjską zdobioną drugim co do wielkości na świecie brylantem . Dochodzimy do niego i dech nam zapiera – obronne fosy w około budowli przystrojone są tysiącami ceramicznych, czerwonych maków. Jest to artystyczna instalacja na Poppy Day. Robi wrażenie. W około tysiące mieszkańców Londynu i turystów podziwiających ten niezwykły widok. Wejść si do ToL nie da bo w ogonku po bilety stracilibyśmy chyba ze dwie doby 🙂 


Przechodzimy przez Tower Bridge (jeden z charakterystyczniejszych mostów na Tamizie), łapiemy metro i jedziemy na lunch do Camden Market.

Camden Market to nazwa kilku dość dużych, mieszczących się obok siebie targów, znajdujących się w sławnej, rozrywkowej dzielnicy Londynu – Camden Town. Dużym powodzeniem cieszy się zwłaszcza targ z jedzeniem, na którym znaleźć można stoiska z potrawami ze wszystkich niemalże zakątków świata. Spróbować tu można m.in. pakistańskich szaszłyków, meksykańskich taco, tureckich kebabów, chińskich nudli, argentyńskich steków oraz polskich pierogów. My bierzemy curry, makarony, paelle. 





Wsiadamy do metra i udajemy się w kierunku dzielnicy Greenwitch, gdzie chcemy przejechać przez Tamizę kolejką Emirates Air Line. Jest to całkiem nowa atrakcja Londynu (otwarcie w 2012) i umożliwia dość wysoki przejazd nad Tamiza z Greenwich Penisula do dzielnicy dawnych doków. Wycieczka trwa ok. 10 minut i umożliwia podziwianie z góry niedaleko oddalonej hali O2 oraz słynnych zapór przeciwpowodziowych na rzece. W oddali prezentuje się centrum Londynu z dzielnica City.

Po kolejce jedziemy na chwile odpocząć do hotelu, bo nóżki już bolą. Po połowie dnia opanowaliśmy do perfekcji posługiwanie sie karta Oyser, która płacimy za rożne środki komunikacji których używamy. Jest to bardzo proste. Oyser to rodzaj przedpłaconej karty która doładowujemy i używamy przy wejściu do metra czy autobusu i także odbijamy ja przy wejściu. System dlatego wie ile przejechaliśmy i pobiera odpowiednia opłatę – bardzo wygodne.
Po krótkim odpoczynku w hotelu jedziemy na zakupy. Na pierwszy ogień poszedł zabawkowy sklep Hamleys przy Regent Str.. Wychodzimy z metra i szok – ogromna ulewa, hektolitry wody leja sie z nieba. Dodam, że jakieś 15 minut temu wsiadaliśmy do metra w miejscu oddalonym od sklepu jakieś 7 km w lini prostej i nie padało. Ponieważ nie mieliśmy parasoli, dochodzimy do sklepu kompletnie przemoczeni. Ogrzewamy sie nieco w 4pietrownym, pełnym przeróżnych zabawek sklepie. Zuzia wybiera kilka pozycji za 100£ w sumie i ciagle w deszczu wracamy metrem do hotelu. Jest już wieczór, kupujemy fastfoodowe jedzenie na wynos i lecimy do hotelu aby ogrzać się, wysuszyć i uniknąć ewentualnego przeziębienia co byłoby problemem. Po ciężkim dniu zasypiamy bardzo szybko :-))
Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.