USA 2014 – Dzień 16 – San Francisco, Santa Cruz

Ostatni, pełny dzień w USA. Dziś spaliśmy wyjątkowo długo i dopiero o 9.30 byliśmy gotowi do dzisiejszych aktywności. Skoro plan odwiedzin rożnych miejsc w SF rozstał wykonany, zaświtał pomysł ( jeszcze wczoraj ) aby jechać do Yosemite Park. Wczoraj wydawało się to jak najbardziej realne, ale rano sprawdziłem trasę i trochę straciłem chęć. To ok. 340 km w jedna stronę ( do zrobienia w ok. 2.40h ) , na miejscu ze 2-3h i powrót. Niby realne, ale troche ryzykowne w ostatnim dniu. Yosemite wiec w przyszłym roku 🙂

No tak, ale co robić dzisiaj ? Napa Valey odpada bo ja kierowca 🙂 to na co mi taka wycieczka 🙂 Asia zaproponowała aby jechać na południe do Santa Cruz stanową droga nr 1, po drodze jest jakiś park z słoniami morskimi to sie zatrzymamy i dziewczynki podglądają.
Trasa jak niżej.
Jechaliśmy wzdłuż zachodniego wybrzeża. Plaże widzieliśmy rzadko. Jeśli już to puste – temperatura nie pozwala na plażowanie – jest 20C. Wybrzeże klifowe, nieliczne miasteczka.
Tak dojechaliśmy do punktu B na powyższej mapie gdzie znajduje się Año Nuevo State Park, gdzie według opisu i recenzji odwiedzających miały sie wygrzewając na plaży słonie morskie. Przy wjedzie do parku strażnik pobierający haracz 10$, zapytał sie nas czy my chcemy oglądać te cielska – my że owszem, on – że trzeba iść 3km plaża w jedna stronę i powrót, my – że, mamy je gdzieś :-), on – że to dobra decyzja bo z dziećmi nie damy rady.
Był bardzo pomocny i zaopiniował do odwiedzenia Natural Bridge State Beach w bliskim Santa Cruz. Chwila potem byliśmy już na miejscu. Tu tradycyjne 10$ wyjazdowego i naszym oczom ukazał sie ten zadziwiający cud natury, który wg źródeł internetowych miał wyglądać tak :
A w rzeczywistości było tak: 
Na tej skale przebywały jakieś ptaki które tak niemiłosiernie cuchnęły, ze Aga i Zuzia zasłaniały sobie nosy i po dosłownie 5 minutach uciekliśmy czy prędzej . Aga stwierdziła, ze było to najgłupiej wydane 10$ podczas całego pobytu :-))))))
 
Przejechaliśmy przez bulwar nadbrzeżny Santa Cruz. Wielu surferów czekających na fale, całkiem ładna plaża, wesołe miasteczko, pomnik surferów i pociąg turystyczny który o mało co nas nie rozjechał 🙂

Właściwie chcieliśmy wysiąść i pochodzić trochę ale brak parkingów zniechęcił nas do końca 🙂
 
Wracaliśmy do SF przez Mountain View gdzie wstąpiliśmy do większego spożywczaka aby kupić jakieś lokalne, amerykańskie specjały do Polski ( w koszyku 99% słodycze ).
 
Wróciliśmy do hotelu i Asia zaczęła nas pakować. W tymże spożywczaku kupiłem także ręczna wagę aby sprawdzać ciężar naszych walizek bo przecież mamy tylko 23kg na głowę. Okazało sie, ze jest jeszcze trochę zapasu i pokrzepieni ta informacja udaliśmy sie na Fisherman’s Warf, gdzie kupiliśmy jeszcze jakieś pamiątki i zjedliśmy ostatnią kolacje 🙂 było po amerykańsku czyli steki i burgery 🙂
Wróciliśmy do hotelu komunikają miejska czyli dobrze nam znanym trolejbusem nr 30. W pierwszym dniu kupiliśmy jednodniowe citypassy na wszystkie środki komunikacji ( łącznie z cable cars ) i przejeździliśmy na nich 3 dni 🙂 
Przydadzą sie jeszcze Mirce i Tomkowi którzy będą tu za kilkanaście dni 🙂 bo w dalszym ciągu nie ma wpisu na który dzień są ważne 🙂
Nowy medalion Zuzi 🙂 . Dzisiejszy wpis z opóźnieniem bo coś internet nie działał wczoraj wieczorem w hotelu. Relację z dzisiejszego dnia ( wylatujemy o 15.05 ) i podsumowanie będę pisać w samolocie więc wrzucę do sieci w piątek wieczorem po powrocie do Polski.
Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.