USA 2014 – Dzień 6 – droga do Page

I tak nadszedł już prawnie koniec naszego pobytu w Las Vegas. Piszę prawie, bo jeszcze chcemy tam zawitać w drodze powrotnej z Page. Żal nam było opuszczać hotel więc na koniec była jeszcze  mała sesja zdjęciowa.
i w drogę. Do pokonania mieliśmy ok. 500 Km.
Obraliśmy kierunek na  Wielki Kanion przez Wiliams z drogą 66 w tej części. Krajobraz zmieniał się co kilkadziesiąt kilometrów. Najpierw gołe góry w okolicy Hoover Dam, potem pustynia i nawet kilka drzew Joshua w okolicy miasta Kingsman.
i tam po raz pierwszy zjechaliśmy na słynną 66.
Jako, że czas nas gonił, zrezygnowaliśmy po paru kilometrach z tej drogi i dalej jechaliśmy międzystanową 40 podziwiając krajobrazy. Miasteczko Wiliams przywitało nas chłodem bo tylko było 30 stopni :)) co po 40 w Las Vegas dawało szanse na spokojny spacer i delektowanie sie urokami ” dzikiego zachodu” czy Ameryki z czasów świetności drogi 66.
A  w tym oto barze zjedliśmy iście amerykański lunch z żeberkami, stekiem ,kurczakiem i litrami Coli.
Jedzenie było w ogromnych ilościach i nie daliśmy mu rady, ale było pyyyyyyszne:)).
Posileni i pełni energii ruszyliśmy na podziwianie kanionu w południowej krawędzi po drodze mijając lasy Kaibab. Kilka kilometrów przed wjazdem do kanionu jest muzeum lotnictwa i stoi kilka ciekawych maszyn.
Po zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy dalej. Następny przystanek to już kanion. Po wczorajszym dniu myśleliśmy, że nie zrobi na nas większego wrażenia, ale to co dziś zobaczyliśmy to był SZOK. Dopiero teraz było widać jak ogromny jest ten cud natury. Tysiące odcieni czerwieni i brązów na tle błękitnego nieba zapierają dech w piersiach. Stojąc tam na górze nie widać dna , a druga krawędź jest oddalona o nawet 2 km.

Zachwyceni pięknem tego miejsca stawaliśmy jeszcze na kilku punktach widokowych, robiąc zdjęcia i filmując.

Kolejnym celem dzisiejszego dnia był Horseshoe Bend, ale to jeszcze sporo kilometrów przed nam. Tak więc znowu mieliśmy mieszankę krajobrazów i kolejny kanion o którym nawet nie wiedzieliśmy że jest :))

To jest kanion Little Colorado River.

W miarę zbliżania sie do Page temperatura znowu rosła tak więc po przybyciu nad zakole rzeki Kolorado (Horseshoe Bend), tylko Piotr z Agą zdecydowali się pójść i zrobić zdjęcia bo do pokonania była 500 metrowa trasa w upale. Aga powróciła szybko do klimatyzowanego samochodu a do celu dotarł tylko Piotr. Niestety było już dość późno i słońce wisiało nisko. Ciężko było zrobić dobre zdjęcia. Może uda sie coś z tego wyciągnąć po powrocie podczas korekty.
Do samochodu dotarł ledwo żywy więc nie pozostało nam nic innego jak zaraz po przyjeździe do motelu napić sie zimnego piwa i iść na basen;)).

Page – motel Rodeway Inn

Bardzo intensywny dzień. Prawie 12 godzin w samochodzie i w słońcu. Troche pomagają ręczniki zawieszone w tyłach szybach samochodu, które osłaniają dzieci ale to za dużo nawet dla naszych, które przyzwyczajone są do długich tras. Zuzia ledwie wytrzymała ten dzień – podziwiam ją ( ma obiecane lody jutro 🙂

A jutro kanion Antelope i powrót do LV przez Zion park. Zobaczymy co sie uda zwiedzić.
Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

4 komentarze

  • Anonimowy

    Dzielni jestescie!!!!
    Ja z niecierpliwoscia czekam na kazdy nowy wpis i powiem Wam nie zawodzicie!!! Kazdy dzien jest!
    A zdjecia z Horseshoe Bend mamy piekne i sie z Wami chetnie podzielimy, szkoda czau na retusz;-).
    Mirka

  • Anonimowy

    Nocleg w hotelu w Page to luksus a basen to juz jakies burzujstwo! My nie znalezlismy ani jednego wolnego lozka w 18 hotelach/ motelach i skonczylo sie na noclegu w samochodzie na parkingu Holidy Inn. Rankiem okazalo sie ze pierwszy dostepny prysznic to na kampingu w Parku Narodowym przy Lake Powell – i tak odkrylismy kolejna atrakcje w okolicy.
    Mirka

  • Mirka, no kto bogatemu zabroni … 🙂

  • Anonymus

    Super pogoda i super widoki.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.