USA 2014 – Dzień 1 – podróż do Las Vegas

No i jesteśmy na miejscu !!! Nie było łatwo bo jak to w przypadku podróży łączonych w kilka segmentów można sie było spodziewać opóźnień ale po kolei.

Do Frankfurtu planowo z Pyrzowic o 6.00 – Lufthansa. Tam 4,5h czekania na lot to Chicago. Nuda, nuda, nuda 🙂
W końcu boarding na United Arlines do Chicago. Wiele stopni kontroli – paszporty, wizy, seria pytań typu: po co? , na co ? , dlaczego ? , do kogo ? , itp. Po uzyskaniu wszystkich potrzebnych naklejek potwierdzających na naszych boarding passac,h wchodzimy do bramki grupami i tu szok …… do rękawów nie ma podpietego naszego JumboJet’a lecz czekają autobusy na dole klatki schodowej. My to przyzwyczajeni, ale Amerykanie komentowali rożnie – od ” impossible ” do ” what’s the fu….. ” . Grzecznie jedziemy do B747 i po schodkach pakujemy sie do samolotu. Cała ta operacja logistyczna trwała długo co spowodowało opóźnienie na wylocie ok. 2h.
Samolot leciwy, bez indywidualnych stacji rozrywek w fotelach. Na zbiorczych monitorach leciały jakieś filmy które mało kto oglądał. Posiłki zjadliwe, alkohole płatne . Z 1,5h opóźnieniem docieramy do Chicago.
Tutaj planowo mieliśmy 4h czasu do następnego lotu do LV ale w tej chwili zrobiło sie 2,5h i wcale nie jest to dużo gdyż czekała nas odprawa emigracyjna. Wpierw 40 minut czekania do odprawy paszportowej . Czekając na spotkanie z urzędnikiem służby emigracyjnego mieliśmy kontrolę ” Pani z pieskiem “. Uroczy kundelek wywąchał coś w jednym z naszych plecaków co poskutkowało odpowiednim wpisem na deklaracji celnej , czyli kontrola szczegółowa po kontroli paszportowej. Ale to już ze wszystkimi bagażami, ponieważ trzeba je zabrać i nadać ponownie do miejsca docelowego (pomimo, ze mieliśmy je nadane do LV już w Pyrzowicach). Kontrola szczegółowa trwała jednak tylko kilka minut ( nos pieska chyba był bardzo wrażliwy na zapach kiełbasy której przywozić do USA nie wolno, ponieważ obwąchiwał plecak gdzie mieliśmy kanapki na drogę, które jednak zjedliśmy wcześniej ). Potem nadanie powtórne bagaży , transfer kolejką na inny terminal i ledwo co zdążyliśmy do naszej następnej bramki gdzie czekał United Arlines do Las Vegas ( tu już sprawdziłem – był podpięty do rękawa 🙂 Samolot czekał ale …….. kapitan już nie 🙂 Nagle ze statusu ” on time” zrobił sie “delayed” a pani stewardesa poinformowała nas, ze kapitan utkwił gdzieś po drodze na lotnisko (była spora ale krótka burza) i będzie za 1,5h ( jęki pasażerów w samolocie i niecenzuralne słowa ). Aby umilić czas oczekiwania, mogliśmy opuścić samolot i iść coś zjeść do terminala – większość pasażerów skorzystała i poszła na piwo do pubu przy gejcie.
W końcu po 2h godzinach przybył kapitan ( gorące powitanie ze strony pasażerów ), procedura uruchomienia maszyny i po 2,5h wystartowaliśmy do Las Vegas. Większość 3,5h lotu przespaliśmy i w sumie z 2h opóźnieniem wylądowaliśmy w stolicy hazardu i rozpusty. Była 23.20 co przy 9h różnicy czasu dawało 8.20 w kraju czyli w podróży byliśmy ponad 26 godzin. To dużo, byliśmy wykończeni. Lotnisko w LV jest bardzo duże ale nie tracąc ani chwili możesz już grać tutaj. Setki automatów mijaliśmy w drodze po bagaż 🙂
Potem lotniskowy shuttle bus zabrał nas do oddalonego o kilka mil centrum car hire, gdzie odebraliśmy sprawnie inszybko nasz samochód i po kilkunastu minutach podróży głównym bulwarem (strip) dotarliśmy do naszego hotelu. Szybki check-in i już leżelismy w wygodnych łóżkach 🙂
Tyle o pierwszym dniu naszych wakacji. Następna relacja – soon :-))))) ( ulubione słowo stewardesy kiedy pasażerowie pytali sie jej kiedy będzie kapitan :-)))))
Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

4 komentarze

  • Anonimowy

    No dawka złych przygód przyjęta razy 4! Teraz już tylko FUN!
    What happens in Vegas stays in Vegas!!!

    mirka

  • Anonimowy

    Granie na lotnisku w Las Vegas to tzw. "Last Minute Gambling"!!!
    mirka

  • Anonymus

    Z Jumbo to tak wysiadalem i wsiadalem tylko na Karaibach.
    Czyzby Frankfurt to 3-ci swiat.
    A jak byl Jumbo leciwy to mlodziutkie stewardesy musialy chyba na wrotkach w strojach dziewczat z Hooters posilki podawac, co nie. Jak bylo?

    • Piotr

      Hahahaha, z tego co pamiętam to nie tak było 🙂 tzn. 747 był leciwy ale i dziewczyny także 🙂 Nic wspólnego z Hooters 🙂

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.