Bali i Hong Kong 2018 – Dzień 6 – Stypa, korek i spacery po wodzie

Rano przyjeżdża po nas Made i zgodnie z planem jedziemy do małp czyli odwiedzamy Ubud Monkey Forest. Jest to park na południu miasta, gdzie w warunkach prawie dzikich żyją makaki. Park otwiera się o 8:30 i o tej tez godzinie wchodzimy do niego. Nawiązuje swoim charakterem do jakiegoś zaginionego miasta gdzie królują małpy. Trzeba przestrzegać pewnych reguł o których tablice co raz przypominają. Żadnych reklamówek, żadnych błyskotek, żadnego dokarmiania i zbliżania się do małp w niekontrolowany sposób (a zwłaszcza do maluchów gdy matka jest w pobliżu). Aga na dzień dobry zostaje pozbawiona wiszącego u jej torebki żelu dezynfekującego. Spodobał się jednemu z przedstawicieli człekokształtnych, skoczy na nią i po prostu zerwał 🙂 Chyba wiedział co robi bo głównym składnikiem tego płynu był alkohol 🙂 Zwiedzamy park przez ponad godzinę i ruszamy dalej.

Ruszamy dalej na wschód. Dziś głównym punktem dnia jest wizyta w Taman Tirta Gangga. Sa to bardzo ładne ogrody królewskie ze świątynią. Podobno bardzo urokliwe i zielone. Made mówi, że pojedziemy 2h. Niestety jechaliśmy 3h za sprawą ogromnego korka, który wytworzył się w połowie drogi bo ….. była stypa 🙂 Gdy korek się zaczynał, Made powiedział ze prawdopodobnie jest “big ceremony”. Ceremony to ceremony, nie wnikałem aż do momentu jak staliśmy już 1/2h. Zapytałem go więc co to za impreza ta ceremony. Wyjaśnił, że to takie spotkanie po spopieleniu zmarłego nad brzegiem morza. Czyli stypa 🙂 Wiele aut z ludźmi jechało na te stypę bo jak mówił Mady, umarł ktoś ważny. W sumie staliśmy w korku 1h z powodu stypy a grzało dziś, że klima nie nadążała. A stypa z okien samochodu wyglądała jak ogromny odpust-piknik 🙂

W końcu dojeżdżamy. Jest bardzo ładnie. Piękna świątynia i ogrody. Baseny z posągami oraz stopniami po których można chodzić. Super. Spędzamy tu ponad godzinę. Po wyjściu z ogrodów obowiązkowe zdjęcia z cywetami (tymi od kawy luwak i małymi sówkami, która Zuzia wypatrzyła 🙂 ).

Wracamy. Jest już po 14tej a chcemy się jeszcze zatrzymać na niewielkiej plaży oraz na nocnym targu w Gianyar. Na szczęście stypa się zakończyła i nie ma już korków. Stajemy na chwile przy plaży w Candidasa.

Po kolejnej godzinie dojeżdżamy na nocny targ. Jak to w takich miejscach w Azji, możesz kupić tu wszystko ale przede wszystkim dobrze zjeść 🙂 I my w tym kierunku tutaj. Oglądamy wiele stanowisk z różnymi potrawami i w końcu zamawiamy zupy Bakso Ayam oraz Soto Ayam. Obie kurczakowe, bakso jest z kuleczkami mięsnymi a soto z pokrojonym mięsem i makaronem. Warunki typowo targowe ale zupy wyśmienite 🙂

Kupujemy jeszcze trochę owoców i wracamy bo już blisko 18tej. W tym miejscu muszę pochwalić i zarekomendować naszego kierowcę Made’go. Zawsze na czas. Przystępne ceny na cały dzień (my płaciliśmy 700 tysi za 8-9 godzin) jeżdżenia gdzie chcemy. Mówi w komunikatywnym angielskim i jest bardzo uczciwy. Polecamy go !!!

Jeszcze tylko szybka kolacja w niedalekiej restauracji i minęła 22:00 a tu trzeba jutro rano wczas wstać bo już o 6:00. Gdzie jedziemy tak wcześnie – zapraszamy do lektury jutro 🙂

Facebooktwittergoogle_plus

rssyoutubeinstagrammail

5 komentarzy

  • eecchhh

    Super relacja! O co chodzi z tymi kolorowymi kurczakami?

    • Piotr

      Sam chciałbym wiedzieć. Sprzedawca nie mówił po angielsku i nie dowiedziałem sie nic. Jutro jedziemy znowu z Madym to sie go zapytam 🙂

    • Piotr

      Sprawdzone. Kolorują kurczaki dla dzieci. Taki mały kurczaczek jest tu traktowany jak „zwierze domowe” i chętnie kupowane do zabawy dla małych dzieci. W naturalnym kolorze byłyby ciężko do odróżnienia przez dzieci i farbują je , brrrrrrrrr. Kolorowe też ładniejsze są, stwierdził Made.

  • eecchhh

    Nieźle. Takie dziecko z bogatszego domu może zebrać całą kolekcję kolorowych kurczaków. Albo wymieniać się z kolegami z klasy na inne kolory kurczaków 🙂 Co za absurd…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.