Tajlandia 2016 – Dzień 9 – bye bye Krabi – welcome to Bangkok

I wszystko co dobre kończy sie szybko. Dzis kończy sie nasz pobyt w Ao Nang na Krabi i lecimy na 3 dni do Bangkoku. Wstaliśmy o 6:00 bo o 7:00 mamy transfer na lotnisko. Zuzia stanęła na wysokości zadania i wstała pierwsza 🙂 Była podekscytowana następną podróżą samolotową. O 7:00 punktualnie podjeżdża nasz busik, jeszcze tylko szybki check-out i już jedziemy na lotnisko. Podróż zabiera 45 minut.

Lotnisko w Krabi jest małe ale mimo iż pasażerów na poranne loty jest sporo, check-in jest sprawny i zaraz lądujemy w poczekalni przed bramkami. Nasz samolot jest opóźniony jakieś 15 minut, ale zaraz ląduje i w mgnieniu oka został przygotowany do powrotnego rejsu do Bangkoku. Lot trwa 1h i 10 minut, jest spokojny – Bangkok wita nas chmurami i nieco niższą temperaturą (27C).




Po zabraniu naszych bagaży kierujemy sie w kierunku transportu publicznego a dokładniej taksówek. Tu jest trochę inaczej niż sie spodziewaliśmy – podążając za strzałkami trafiamy do hali gdzie wszyscy czekają w kolejce na taksówkę ( taxi waiting room ). Wszyscy grzecznie czekają na ich kolej w kolejeczce – nie ma cwaniaków, którzy próbują kogoś przeskoczyć. Po 20 minutach dochodzimy do stoliczka gdzie pani zapisuje na karteczce gdzie chcemy jechać i przekazuje ją kolejnemu kierowcy który jest wolny. Taksówka ma taksometr. Jest dodatkowa opłata 50 batów za ” coś tam ” i jeżeli chcemy jechać płatnymi odcinkami to płaci pasażer. W sumie tych opłat drogowych było 120 batów i juz za 40 minut od chwili opuszczenia lotniska podjeżdżamy pod nasz hotel – Urbana Langsuan. Oczywiście nasze dwie walizki to było za dużo na bagażnik wypełniony w połowie dużą butlą na gaz LPG, wiec nasze bagaże “podróżują” tylko cześciowo w bagażniku. Kierowca ma niezliczona ilośc gum w bagażniku i takie problemy logistycżne rozwiązuje w mig 🙂



Hotel Urbana umiejscowiony jest w jednej z dzielnic biurowych Bangkoku. W pobliżu jest sporo właśnie wysokich biurowców i hoteli. Hotel ma 36 pięter – na 33 jest fajny basen, który jednak musi poczekać gdyż na dzisiejsze popołudnie zaplanowane są zakupy. Mamy 2 przystanki nadziemną kolejka MRT do centrum handlowego MBK to wybór pada na to miejsce. Byliśmy tam ostatnim razem i wszystko było OK – wybór tekstyliów wystarczający i ceny przystępne. Jedziemy. Na stacji kolejki wita nas wszechobecny król .



Relacji z zakupów nie będzie. Były udane – po 4 godzinach wracamy z dodatkową ( całkiem sporych rozmiarów ) torbą pełną bluzek, butów, sukienek i innych tam. Na szczęście torba ma kółka to mi ułatwia ciągniecie jej do hotelu 🙂 Za wszystko inne zapłaciłem Masre Card :-),  hahaha !!!

Mamy 17:30, jest jeszcze jasno więc na basen ! Ku naszemu zdziwieniu, basen który mieści sie na 33 pietrze jest pusty ( nie, no woda jest – nie ma kąpiących sie 🙂 ). Szybkie moczenie i kilka zdjeć panoramą miasta z 33 piętra.







Szybko zachodzi zmrok, coś koło 19:00 jest juz ciemno. Chcemy wyjsć na jakaś kolacje ale Aga i Zuzia nie maja ochoty – chą zostać w pokoju bo pojadły “suchego prowiantu” jakiego nakupiły sobie wcześniej (ciastka, chipsy, czekoladki). My idziemy do pobliskiego centrum handlowego Central Chidlom gdzie na 7 pietrze znajduje sie znany foodcourt – Food Loft. Na sporej przestrzeni można spróbować specjałów wielu kuchni światowych. Na początku dostaje sie kartę magnetyczna i na te kartę można zamawiać co sie żywnie chce – wszystkie stoiska reprezentujące inna kuchnie maja pokazane jak potrawy wyglagaja na żywo co bardzo ułatwia wybór dań. Asia zamawia jeden z zestawów rodem z Japonii a ja set z Seulu 🙂 .








Po wybornym posiłku wracamy do hotelu wstępując jeszcze po drodze do 7/11 aby zakupić odkażacz i co bardziej ważne kartę do telefonu z pakietem danych. Hotel Urbana bardzo fajny, nasza suita ma 2 sypialnie, 2 łazięki i chyba z 60 m2 ale internet to jakaś totalna porażka. Próbowałem uploadowac jedno zdjęcie kilka razy przez około 1h i nie poszło. Jakaś totalne nieporozumienie. Kupujemy kartę przeznaczoną dla turystów (sprawdzają paszport przy zakupie – że niby preferencyjne ceny i dla turystów friendly 🙂 )  i za 300 batów mamy nielimitowany internet przez 7 dni ( tak brzmiał slogan reklamowy – duże litery ) . Po otwarciu zaraz sprostowanie mała czcionką – nielimitowany i za free ( jak za free jak zapłaciłem 300 batów !!! Sic  !!! ) ale tylko do 1,5 GB , wyżej juz dopłacić trzeba – jakoś nie rozpaczałem z tego powodu ( kwestia przyzwyczajenia i adaptacji do lokalnych warunków ).

Wobec powyższego, jedziemy teraz z 3G transferu i nie jest to najszybsze !!! Ale damy radę !!! Jutro , jak zwykle widzimy sie o zwykłej porze 🙂

 

Facebooktwitter

rssyoutubeinstagrammail

7 komentarzy

  • Waldek

    Nam brakuje tylko 25 stopni i będziemy mieli taką samą temperaturę jak u was, czyli niedługo.
    Krysieńką i Waldi

  • Mirka

    No nie jest to basen w Singapurze, ale mnie sie bardzo podoba taka czysta cywilizowana wersja Bangkoku z swietnym food courtem w poblizu. Ja bylam na shoe string budget holidays wiec spanie i jedzenie na Kao San. Choc u Was poprzeczka w kategorii basen na dachu juz nie do przeskoczenia przez zaden basen na swiecie, co? A tego odkazacza nie za duzo? Tak codziennie?;-)

  • Piotr

    Mirka, my wychodzimy zgoła z innego założenia niż nasze ministerstwo zdrowia – lepiej zapobiegać niż leczyć ! 🙂
    Basen fajny ale ma jede minus – woda jest słona ! Nie wiem dlaczego. Czy to kwestia lepszego oczyszczania tej wody ?
    Ma też drugi minus który jednak jest dużym plusem w Taj – woda jest zimna 🙂

  • Anonymus

    Ladny widok z basenu na “Deep Skyline”, ladniejszy niz w Singasong.
    Singasong nie ma co z Bengowem porownywac. Bengow ma skylin jak Tokio, tylko ze architektura o wiele ladniejsza w Bengowie. Singa to pare drapaczy, jeziorko i Merlin. Kiedys sie do Singasong po elektronike jezdzilo, a teraz to tylko tam mozna pieniadze schowac.
    Tej miejscowy w Bengowie szukalem, teraz juz wiem. Dzieki.
    I japanfood w poblizu.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.