Tajlandia 2016 – Dzień 12 – Emirates i stopover w Dubaju

Zaraz po północy, gdy juz zbieraliśmy sie aby iść w stronę gejtu i szykować sie do wejścia na pokład, ukazał sie złowieszczy komunikat na tablicy odlotów – Emirates EK 371 – delayed. Z odlotu o 01:55 zrobiło sie nagle 02:25. W sumie wystartowaliśmy 03:20. Trochę późno pomyślałem bo w Dubaju mamy planowo tylko 90 minut na transfer do samolotu do Warszawy. Ale kapitan oznajmił, ze mamy taki wiatr w plecy że polecimy rekordowo szybko. Dalej juz nie pamietam czy coś mówił bo wszyscy zasnęli. Tradycyjnie obudziły mnie turbulencje nad zachodnimi Indiami, ktore trwały chyba z 45 minut. Były dość spore. Według planera lotu, który na bieżąco sie aktualizował, mamy lądować w Dubaju o 06:50, czyli nasze połączenie do Warszawy może być zagrożone. Nie wiem, co sie stało z tym ogromnym wiatrem od rufy, który miał nas tak pchać na zachód. Tak szczerze to połowa naszych bezpośrednio siedzących sąsiadów bez przerwy śledziła trasę i przewidywany czas lądowania ze swoimi informacjami na kartach boardingowych. Lądujemy  gładko o 07:00. Zaczym samolot zacumował i otworzyli drzwi była 07:10 – kiepsko myśle. Ale z drugiej strony, ostatnio lecąc DXB-WAW czekaliśmy w samolocie jakieś 60-70 minut , ze niby problemy techniczne ale w sumie to czekaliśmy na pasażerów z opóźnionych samolotów. Poczekają i na nas bo w sumie to niewielkie spóźnienie skoro odlot do WAW mamy o 07:30. Nic bardziej mylnego !!! Po wyjściu z rękawa wyłapuje nas pracownik Emirates i wręcza nowe karty boardingowe na jutro !!! Konsternacja, bo chociaż zagrożenie było to nikt sie tego czarnego scenariusza nie spodziewał. Najbardziej załamana jest Aga bo jutro miała pisać zaliczenie z niemieckiego, ja tez juz powinienem być w pracy.

OK, kolejne nowe doświadczenie ( chociaż po śnieżycy w Toronto dwa lata temu to chyba nic nas już gorzej nie zaskoczy ). Bierzemy vouchery hotelowe i z grupą innych pasażerów, którzy także spóźnili sie na swoje loty jedziemy do hotelu. Hotel jest niedaleko lotniska. Nazywa sie Arabian  Park Hotel i jest blisko nowego Hayata. Mamy dwa dwuosobowe pokoje czyli placu wystarczy. Posiłki tez zapewnione przez cały dzień. Zuzia zaraz odkrywa ze jest także basen 🙂



No dobrze, ale co tu robić z czasem. My niedawno dość gruntownie zwiedzaliśmy Dubaj i za bardzo nie chce nam sie gdzieś daleko ruszać z niego. Wybór padł na oddaloną o 4 przystanki metrem stara dzielnice – Deirę. Byliśmy tam rok temu i zdecydowaliśmy podjechać do jednej z cukierni aby kupić słodycze – głownie daktyle z migdałami w czekoladzie. W 5 minut dochodzimy do bliskiej stacji metra i jedziemy w pobliże tego miejsca.


  

  
 Spacerujemy chwile po tej starej części Dubaju, kupujemy słodycze i wracamy do hotelu. Jakoś organizujemy sobie czas do wieczora – zachodzi słoneczko , w oddali majestatycznie prezentuje sie Burj Kalifa.


Idziemy spać bo znowu jutro wczesna pobudka i transfer na lotnisko o 05:00. Może w końcu jutro uda sie dolecieć do Warszawy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.